piątek, 4 września 2015

Dom Dziecka część 3 (Hanhun)


Minął miesiąc, od kiedy Luhan z rodzeństwem przeprowadził się. Myślałem, że ta przeprowadzka, cokolwiek zmieni w jego zachowaniu w szkole, ale on robił się coraz bardziej zamknięty w sobie, coraz mniej mówił i stawał się coraz bardziej nieobecny. Najgorzej było jak wracaliśmy z Jongin’em i Kyungsoo, którzy nie wstydzili się swojej miłości i bez problemów trzymali się za ręce, czasem całowali. Patrzyłem wtedy na Luhan’a z każdym takim powrotem, później coraz mniej mówił. Niestety tylko w stosunku do mnie. W domu bardzo dobrze dogadywał się z osobami z grupy i nie było z tym jakiś większych problemów. Od razu polubił się z Minseok’iem i to z nim najczęściej rozmawiał. Muszę się przyznać, że robiłem się wtedy lekko zazdrosny. To końcu podobnież mnie miał Luhan kochać.To też moja wina. Wiem o wszystkim, a jednak nic nie zrobiłem. Nie miałem odwagi. Chciałem coś powiedzieć cokolwiek, żeby, chociaż zrobił krok naprzód, ale nie miałem odwagi. Boje się, że jak zacznie się coraz bardziej do mnie zbiliżać to pozna tą dość czarną część mnie. Tą, która straciła wiarę w ludzi, a kiedyś powtarzałem to Tao jak mantrę. Nie sądzę, żebym dał radę teraz tak powiedzieć. Za dużo złego się wydarzyło, za bardzo ludzie złamali moje zaufanie.
Pewnego dnia, kiedy wracałem ze szkoły sam, ponieważ miałem jeszcze dodatkowe zajęcia, natknąłem się na znajomą postać. W zasadzie to on czekał tam na mnie. Opierał się o płot koło domu. Miał na sobie czarne dżinsy lekko podarte na udach i jasno niebieską bluzę. Kiedy do niego podszedłem, przywitał się ze mną ciepło.
- Cześć, hyung! – Tak dawno nikt tak do mnie nie mówił. – Powiedzieli mi w środku, że za nie długo wracasz, więc postanowiłem, że poczekam na zewnątrz. – Ramiona mi opadły. Tao mówił z taką lekkością i spokojem. Przyciągnąłem go do siebie i przytuliłem. Odwzajemnił uścisk i powiedział:
- Tak, ja też tęskniłem, hyung. – Odsunąłem się i uśmiechnąłem.
- Opowiadaj, co u ciebie – poprosiłem. Pociągnąłem go na najbliższą ławkę, a tam Tao zaczął opowiadać, jak to z mamą przesiedział 2 dni po cichu. W końcu uznał, że posłucha jej wyjaśnień. Podobnież nie spali wtedy 2 noce z rzędu, bo ona mu wszystko opowiadała. Wszystko. Od kiedy się urodziła, aż do teraz. Jak powiedział Tao przez cały czas płakała i go przepraszała. Powiedziała mu też, że przez bardzo długi czas nie mogła się pozbierać po jego starcie. Wtedy postanowiła, że znajdzie dobrze płatną pracę, mieszkanie i przygotuje wszystko na powrót syna. Kiedy jej się udało, czekała prawie cały rok na rozprawę w sądzie. Wiedziała, że Tao jej tak szybko nie wybaczy, dlatego bardzo się starała. Jak to stwierdził, próbuje nadrobić ich stracony czas. Pod koniec powiedział coś takiego:
- Wiesz, co hyung? Ludzie to jednak dziwne stworzenia, najpierw ranią i nienawidzą, a później oczekują, że inny człowiek im wybaczy. I wiesz, co jest najdziwniejsze, ten człowiek im wybacza. W pewnym momencie zapominasz, co się działo w przyszłości i po prostu idziesz naprzód. Ale jesteś silniejszy i myślisz, że wszystko możesz. Moja mama się zmieniła, nawet mi powiedziała, że na te wakacje wrócimy do Chin, żebym zobaczył miejsce, w którym się urodziłem, żebym spotkał się z dziadkami. I czy ja jej uwierzyłem? Pewnie, że tak. Nie wiem, czy tak będzie do końca, ale mam wielką nadzieje. I wiesz, co ci jeszcze powiem? Nareszcie uwierzyłem w ludzi. Kiedyś mi o tym mówiłeś, ale uważałem to za głupie. No, bo jak można wierzyć w takie poczwary teraz już rozumiem. Ostatnia zasada tego domu wyryła mi się w pamięci: „Pamiętaj, że każda osoba jest twoją rodziną i nie liczą się więzy krwi.” Chyba za bardzo wziąłem to na poważnie, ale teraz, kiedy siedzę tutaj i patrzę na ten budynek czuje szczęście, takie samo jak wtedy, kiedy moja mama opowiadała jak się zmieniła. Czuje, że nie ważne, co się stanie tu zawsze będę miał rodzinę, która mi pomoże, prawda bracie? – Zwrócił się do mnie z uśmiechem, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć, więc po prostu kiwnąłem głową. Tao wyciągnął telefon z kieszeni i pokazał mi go. – To prezent od niej, żebym zawsze mógł być w kontakcie z moją rodziną, tak powiedziała, nie mówiła o sobie, tylko o rodzinie. Czy będziesz na tyle miły i zajmiesz pierwsze miejsce w moich kontaktach? – Bez słowa, wziąłem od niego telefon i wpisałem swój numer.
- A co z numerami innych członków twojej rodziny?
- Zapisałem je na kartce – odpowiedział i po chwili tajemniczo się uśmiechnął. - Nie martw się o mnie, hyung. Jestem teraz naprawdę szczęśliwy i ty też powinieneś być. W końcu masz tyle osób, które cię kochają.
- Co? – Zapytałem, a on mi tylko puścił oczko. Wstał z ławki, pocałował mnie w czubek głowy i nawet się nie żegnając poszedł. Zaraz, zaraz. Pocałował moją głowę? Pamiętam, kiedy ja tak robiłem, kiedy jeszcze byliśmy dziećmi i Tao płakał, to go wtedy uspokajało. Czyli, zaraz, czy ja płaczę? Dotknąłem szybko własnego policzka. Okazało się być zupełnie mokre. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem płakać. Otarłem twarz i oczy bluzą. Wstałem z ławki i spojrzałem w stronę, gdzie zniknął Tao. Teraz wszystko będzie inaczej. Ciekawy jestem, kto powiedział Tao o tym, że Luhan mnie lubi, albo sam się domyślił. Pokręciłem głową, pewnie powiedział mu Minseok, albo Tao mówił o samym sobie. Zatrzymałem na chwile wszystkie swoje myśli, ponieważ za dużo się ich już zrobiło. Postanowiłem jeszcze raz usiąść na ławce i wszystko sobie przemyśleć. Kto by pomyślał, że matka Tao, aż tak bardzo się zmieni? Niczym jak w jakiejś bajce. Ludzie się zmieniają. Czy to prawda? Czy można tak powiedzieć tylko ze względu na jeden przypadek? Westchnąłem głęboko. Nie wiem, czy myślenie to moja najlepsza strona. Ale w sumie, czemu przestałem wierzyć w ludzi? Przez to, co powiedział mi Luhan? Ta jedna historia sprawiła, że zmieniłem swój sposób myślenia o 180 stopni? Co ja czuje w stosunku do Luhana? O to jest pytanie. I nie wiem, czy znajdę na nie teraz odpowiedź. Podciągnąłem kolana pod brodę, rękami oplotłem nogi i patrzyłem się na niezwykle interesujący, kawałek trawy, która wyrosła spomiędzy betonowych płyt. Jakie było pytanie? A tak,co naprawdę czuje w stosunku do Luhana? Muszę to wiedzieć. To jest dziwne uczucie, tak jakby ciepło. Ale inne ciepło niż wtedy myślę o Tao. Niezidentyfikowane ciepło. Czyżbym się zakochał? Nie mówię nie. To jest bardzo możliwe, ale jest tylko jeden sposób by się o tym przekonać. Z nowym planem poszedłem do domu, tam dostałem zadanie posprzątania składziku. Skończyłem akurat na kolacje. W stołówce rozglądałem się za Luhanem, ale nigdzie nie mogłem go namierzyć. Skierowałem się do stolika, przy którym siedział mój ojciec z bratem.
- O Sehun! Dawno cię nie widziałem. Co porabiałeś? – Zapytał mój brat.
- Ha ha. Bardzo śmieszne. – Przewróciłem oczami, udając zirytowanego. Lubię się z nim sprzeczać, ale nie o to teraz chodzi.
- Tato wiesz, gdzie jest Luhan? – Zapytałem.
- Jak wrócił ze szkoły, poszedł do mnie z bratem i zapytał, czy może wyjść, nie widziałem problemu i się zgodziłem. Powiedział, że idą się przejść po sklepach, ale ja sądzę, że poszli do ojca. Wróci koło 9. – Tata zakończył swoją wypowiedź, wkładając sobie makaron do ust. Westchnąłem i zacząłem w spokoju jeść moją kolacje. Pogadam z nim jak wróci. Dobrze, że jutro sobota. Będę mieć więcej czasu po kolacji. Kiedy skończyłem jeść poszedłem do okienka, w którym stał Kris w niebieskim fartuszku i odbierał brudne naczynia.
- Czyli dzisiaj wypadło na ciebie? – Kris tylko westchnął.
- Ciekawe, czemu ty tego nigdy nie robisz?
- Ja mam swoje sposoby. – Uśmiechnąłem się i już chciałem iść, ale Kris mnie zatrzymał.
- Rozmawiałeś dzisiaj z Lulu w szkole? – Zaprzeczyłem głową. – Jak wychodził wydawał się być jakiś nieobecny. – Kris zakończył i nie czekając na moją odpowiedź poszedł, gdzieś w głąb kuchni. Czyli jednak ojciec się nie mylił Luhan poszedł zobaczyć się z ojcem. Westchnąłem i zacząłem iść po schodach na górne piętro. Skręciłem w prawo i wszedłem do jednego z pomieszczeń. Poza drabiną na górę nic tu nie było. Wszedłem po niej i otwierając klapę wyszedłem na dach. Ta część nie jest widoczna z ulicy, do tego jak usiądę w dobrym miejscu to będę z dołu zakryty przez to wielkie drzewo. Poszedłem tam i się położyłem, patrząc na chmury. Niektóre wielkie, inne mniejsze. Delikatnie leciały dalej. Nagle poczułem się bardzo błogo i po prostu zasnąłem.
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek 21: 26, czyli Luhan już wrócił. Spojrzałem się jeszcze szybko na gwiazdy i wróciłem do środka. Poszedłem prosto do pokoju Luhana. Zapukałem, otworzył mi. Miał na sobie duży biały T-shirt i zwykłe dresy. Wpuścił mnie do środka, a ja jak zwykle usiadłem na łóżku. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i stwierdziłem, że nieźle się już zaaklimatyzował. Usiadł obok mnie i westchnął.
- Pewnie chcesz wiedzieć, gdzie byłem. Tak, poszedłem się spotkać z ojcem, ale kiedy stanęliśmy z bratem przed drzwiami i już podnosiłem rękę, żeby zapukać, stchórzyłem znowu. Uciekłem i usiadłem na ławce przed blokiem. Mój brat w tym czasie wszedł do domu i pogadał sobie z tatą. Ten mu powiedział, że naprawdę cicho się zrobiło bez nas i że on już nawet nie wie, co robić. Podobnież posprzątał dom, powywalał wszystkie butelki i śmieci. Woo po prostu zabrał parę rzeczy zamienił kilka słów z tatą i wyszedł. Zastanawiam się, po kim on ma taką odwagę. Raczej po mamie. Tak, więc przesiedziałem całe spotkanie na ławce przed blokiem, a co tam u ciebie? Przed wyjściem gadałem trochę z Tao. – Luhan delikatnie się uśmiechnął, a ja nie mogłem już nic więcej zrobić. Jak postanowiłem, nich się stanie. Pochyliłem się i przyłożyłem moje usta do jego. Znieruchomiał, jak i ja. Odsunąłem się od niego i po prostu wyszedłem. Szybko poszedłem na dach i usiadłem w moim ulubionym miejscu. Spojrzałem się w gwiazdy i dopiero wtedy doszło do mnie, jaką głupotę zrobiłem. Sięgnąłem po puszkę, która stała obok. Z kieszeni wyciągnąłem paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapaliłem pierwszego papierosa z nowej paczki. Nigdy nie paliłem za dużo. Palę tylko wtedy, gdy coś się wydarzy, ponieważ nie lubię tego smaku. Położyłem paczkę i zapalniczkę obok. Strzepnąłem do puszki i spojrzałem na gwiazdy. Niebo lśniło, jeszcze do tego była pełnia. Spojrzałem na tarczę księżyca i pociągnąłem. Wtedy usłyszałem otwierającą się klapę. Nie musiałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto to. On tylko usiadł koło mnie wyciągnął z paczki papierosa i również zapalił. Pociągnął i zaczął kaszleć. Kiedy skończył powiedział:
- Widać, że nie pale - zaśmiał się delikatnie, ale szybko spoważniał i zapytał -Kiedy się dowiedziałeś?
- Co?
- Od kiedy wiesz, że mi się podobasz? – Zapytał wprost.
- Chen mi powiedział, przed naszą rozmową w parku. – Luhan zaśmiał się lekko.
- To dość długo. Nie sądziłem, że się z nim spotkałeś tamtego dnia.
- Wpadliśmy na siebie zupełnie przez przypadek. Akurat wysiadałem na tym samym przystanku, co on wsiadał. – Nie odpowiedział. W końcu, kiedy skończyłem papierosa i sięgałem po nowego, powiedział:
- Wiem, czemu mnie pocałowałeś. Próbowałeś się przekonać, czy coś do mnie czujesz. I teraz pytanie uciekłeś, bo bałeś się tego, co poczułeś? – Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. – Spokojnie rozmawiasz teraz z największym tchórzem na Ziemi. Rozumiem strach. A może poczułeś, że to jednak nie to i uciekłeś, ponieważ bałeś się mojej reakcji? – Mówił dalej. – Tak, naprawdę nie wiem, kiedy się w tobie zakochałem. Może to było wtedy, kiedy okazało się, że jesteśmy razem w liceum? Albo to było, kiedy jako jedyny wyciągnąłeś dłoń, żeby mi pomóc.  Pewnie nawet nie pamiętasz, kiedy to było. Ja się po prostu przewróciłem, to trwało tylko sekundy, ale ty, jako pierwszy pomogłeś mi wstać. Założę się, że wtedy to było po prostu zauroczenie. Rany, brzmię jak jakaś baba. – Zaśmiał się z samego siebie. -  No, ale wszystko się zmieniło, kiedy dostaliśmy to pismo. Wtedy jedynie ty wydawałeś mi się ratunkiem. To chyba wtedy w końcu to do mnie dotarło. Wcześniej próbowałem to odsuwać, myślałem, że to tylko jakieś dziwne coś. Teraz twoja kolej. – Powiedział patrząc się w niebo. Widziałem jak w jego oku obijają się gwiazdy. Teraz ja spojrzałem w niebo. Odetchnąłem głęboko.
- Jestem osobą, która nigdy nie była zakochana, więc nie wiedziałem, jakie to uczucie. Kiedy się dowiedziałem miałem w głowie jedną myśl. Ty mnie tak naprawdę nie znasz, więc postanowiłem poczekać. Zwróciłem uwagę na twój wzrok przy Jongin’ie i Kyungsoo. Byłeś tak cholernie zły i smutny.  Ale dalej czekałem. Nagle wszystko zepsuł Tao z tym swoim „. Jestem teraz naprawdę szczęśliwy i ty też powinieneś być. W końcu masz tyle osób, które cię kochają.” Pomieszał mi kompletnie w głowie. Nie wiedziałem, co myśleć i wtedy postanowiłem się dowiedzieć. Wiec wymyśliłem plan z pocałunkiem. Chciałem się dowiedzieć, co czuje. – Przerwałem.
- Co czujesz? – Zapytał, zachęcają mnie do dalszego mówienia.
- Ciepło. Myślałem, że poczuje coś więcej, że poczuje coś, co mi powie, co mam dalej robić, a tu nic. – Luhan zaśmiał się, spojrzałem się na jego twarz, oświetloną przez księżyc. Wcześniej nie zauważyłem, jaki ma prosty nos, czy świecące oczy.
- Niech zgadnę, teraz patrzysz na mnie i zauważasz więcej niż dotychczas? – Zamurowało mnie. Czy on czyta mi w myślach, czy jak? – Nie czytam ci w myślach, jeżeli ci o to chodzi, po prostu wiem to z własnego doświadczenia. – Zaraz, czy on właśnie próbuje mi powiedzieć, że się w nim zakochałem? Wplotłem palce we własne włosy, nie mogą w nic uwierzyć. – Nawet nie wiesz, jaki jestem teraz szczęśliwy. Nie wiedziałem, co myśleć, kiedy uciekłeś. Czy cię to obrzydziło, czy może nie chciałeś mnie ranić? Przez myśli przechodziło mi wszystko, co złe i straszne. Ale cieszę się, że myślisz o mnie w ten sposób. – Odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Jeszcze nigdy nie widziałem u niego takiego uśmiechu. Położyłem rękę na jego głowie i go pocałowałem. Tym razem od razu, zaczęliśmy się namiętniej całować. To jest niesamowite. Nawet ja nie wiedziałem, że go kocham, ale on wiedział. Tak naprawdę nie musiałem nic mówić. Kiedy się od siebie oderwaliśmy spojrzałem w jego oczy. Były szczęśliwe, ja też byłem szczęśliwy. Złapałem jego rękę i splotłem nasze palce. 
- Nie wiedziałem, że potrafisz aż tyle mówić - powiedziałem zadziornie, a on pochylił się i bardzo delikatnie ugryzł moją wargę.
- Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz. - Uśmiechnął się tajemniczo i cmoknął mnie w nos. Nie odsunął się, więc wplotłem palce w jego włosy i namiętnie pocałowałem.

wtorek, 1 września 2015

Dom Dziecka (HanHun) Część 2

Minęło 3 godziny od odjazdu Tao, mama mnie zwolniła ze szkoły i pozwoliła się pożegnać. Później kazała mi wracać do domu i siedzieć tam, aż poczuje się na siłach, żeby cokolwiek zrobić.
Minęły 2 dni, a ja snułem po domu jak duch. Przeklinałem się w myślach, że nic nie zrobiłem. W końcu nadeszła sobota, a ojciec kazał mi się umyć, ubrać i pojechać z nim. Zdziwiłem się, ale to zrobiłem. Podjechaliśmy pod zniszczoną kamienice. Ojciec zamienił kilka słów z policjantami, już wiedziałem, co się szykuje. Będziemy zabierali dzieci z tego domu.
- Tato, chociaż powiedz mi, ile ich jest – poprosiłem, kiedy wchodziliśmy po schodach.
- Czwórka. 6, 9, 15 i 17 lat. Tak, jeden chłopak jest w twoim wieku – odpowiedział, a ja się zdziwiłem. Zwykle nie zabieramy starszych, tylko trafiają do ośrodka. Kiedy dostaliśmy się do mieszkania, zastaliśmy typową melinę. Ojciec dzieci siedział pijany przy stole w kuchni. Tata bardzo grzecznie dał mu nakaz sądowy i skierował się do dużego pokoju. Ja od razu poszedłem za nim. Moją uwagę przykuło zdjęcie na ścianie. Kobieta trzymała na rękach córkę, a ojciec trzymał drugą. Obok nich stali synowie. Spojrzałem na tego najstarszego i aż zaniemówiłem. Na zdjęciu był wymłodzony o jakieś dobre 5 lat Luhan. Zamknąłem oczy, pokręciłem głową i jeszcze raz spojrzałem na zdjęcie. Nie zniknął. Rozejrzałem się jeszcze po mieszkaniu i zauważyłem małe biurko, na którym stały książki do szkoły. Do mojej szkoły. Luhan i ta rozdzina? Nie miałem najmniejszego pojęcia. Jak mogłem być, aż tak ślepy? Każdy u nas, ma swój własny emocjonalny bagaż, ale nigdy bym nie pomyślał, że Luhan będzie jednym z nich. Jednym z tych pozbawionych nadziei osób. Spojrzałem na 15 latka, który ze spokojem pakował swoje rzeczy do niewielkiej torby. Podszedłem do niego i zapytałem z uśmiechem:
- Wiesz może gdzie jest twój starszy brat? – Chłopak wzruszył ramionami i nie odrywał wzroku od torby. To normalne zachowanie. Poszedłem do taty, który rozmawiał z najmłodszą dziewczynką.
- A są tam dzieci w moim wieku? – Zapytała.    
- Pewnie, że tak. Będziesz mogła się z nimi bawić, wygłupiać, uczyć.
- Uczyć?
- Tak, bo widzisz nie możemy, żeby twoja nauka poszła w las, więc mamy specjalną salę z taką dużą czarną tablicą. – Tata przez cały czas był uśmiechnięty.
- A będę mogła spotykać się z tatą?
- To już będzie zależało od niego – odpowiedział jej zgodnie z prawdą. Podszedłem do niego i zapytałem:
- Tato mogę Cię na słówko? – Ojciec kiwnął głową i spakował do siatki różowego królika. Wstał i odszedł za mną na bok.
- Pamiętasz tego chłopaka, który mi pomagał? Luhan’a? – Ponownie kiwnął głową. – On tu mieszka. To jest jego rodzina. Nie wiedziałem, że u niego jest, aż tak źle. Co gorsze gdzieś wyszedł i nie ma go w domu.
- Zaraz się tym zajmę. – Tata poszedł do właściciela mieszkania i zapytał, gdzie jest jego najstarszy syn. On popatrzył na niego i powiedział:
- Wyszedł gdzieś.
- Dawno? – Nie usłyszałem już odpowiedzi, ponieważ zostałem pociągnięty za rękaw bluzy. To był ten 15-letni chłopak. Spojrzałem na niego.
- Od taty się niczego nie dowiecie. Ty jesteś Sehun, prawda? Luhan mówił, że ma w klasie chłopaka, który się będzie nami zajmować. Do tego opowiadał jak tam jest, podobnież go zabrałeś. Wyszedł jakieś 2 godziny temu. To jest jego bagaż. – Wręczył mi wyładowany plecak. – Poprosił mnie, żebym dał Ci tą kartkę.
- Dzięki za pomoc. – Uśmiechnąłem się do niego, a on wrócił do pakowania swoich rzeczy. Zacząłem czytać.

„ Głupio mi, że dowiadujesz się w ten sposób. Nie jadę z wami, ponieważ nie wytrzymałbym pożegnania się z moim ojcem. Resztę Ci opowiem jak się spotkamy już na miejscu, oczywiście, jeżeli jest, co opowiadać.
                                                                                      Luhan

PS. Zabierzesz nasze rodzinne zdjęcie, moje rodzeństwo na sto procent o nim zapomni.”

Spojrzałem się na zdjęcie, które właśnie zostało zdjęte i zabrane do torby. Chłopak delikatnie się do mnie uśmiechnął, odwzajemniłem. Poszedłem do taty, który ciągle próbował się dogadać z pijanym mężczyzną. Powiedziałem mu, co wiedziałem i zszedłem na dół spakować z dzieciakami wszystkie bagaże. Kiedy zamykałem bagażnik, powiedziałem:
- Lecie na górę pożegnać się z tatą i sprawdźcie, czy czegoś nie zapomnieliście. – Rodzeństwo Luhan’a wróciło do kamienicy. Ja zostałem, nie zniósłbym tych łez. Wyciągnąłem telefon, wybrałem numer mamy i powiedziałem, że zaraz będziemy jechać. Wytłumaczyłem jej też sprawę z Luhan’em. Kiedy skończyliśmy rozmawiać, spojrzałem na komórkę i już miałem wybrać jego numer, ale w końcu się rozmyśliłem. Zobaczyłem wychodzące z kamienicy bardzo smutne dzieciaki i otworzyłem im drzwi do naszego 7-osobowego samochodu. Kiedy już wszyscy wsiedli, w ciszy ruszyliśmy. Na miejscu przywitała ich moja mama i brat, którzy zawsze oprowadzali po budynku. Ogółem mamy 3 grupy w różnym wieku, ale często, kiedy jest czas wolny dzieciaki mogą chodzić pomiędzy skrzydłami i wtedy nie ma znaczenia, w której grupie jesteś. Zazwyczaj po to, żeby spotkały się z rodzeństwem.  Podszedłem do taty i zapytałem:
- W którym pokoju będzie spał Luhan? – Ojciec westchnął. – W pokoju Tao – odpowiedziałem za niego, a on tylko potwierdził kiwnięciem. Poszedłem z plecakiem Lulu na górę. Otworzyłem drzwi do byłego pokoju Tao. Wszystkie meble były w takim samym ustawieniu, tylko rzeczy osobiste zniknęły. Rzuciłem plecak na podłogę. Położyłem się na łóżku, które stało przy oknie i przypomniałem sobie, ile rozmów przeprowadziłem z Tao, kiedy on leżał dokładnie tak samo. Jakimś cudem nigdy nie przenosiliśmy Tao z pokoju do pokoju. Jak sobie teraz radzi, czy jest mu dobrze z matką? Nie chce myśleć pesymistycznie. Nagle usłyszałem pukanie. Zdziwiłem się, ale szybko odpowiedziałem. Do środka wszedł Kris. Również przyjaźnił się z Tao. Jego pokój jest naprzeciwko.
- O, Sehun. Myślałem, że to mój nowy sąsiad – powiedział.
- Wieści szybko się rozchodzą. Założę się, że są źli, ponieważ zajmie pokój Tao.
- Powiem ci, że przyjęli to wyjątkowo dobrze.
- A co do twojego sąsiada, to już go poznałeś. – Kris się zdziwił. - Przedstawiałem go wam jakieś 3 dni temu, to ten chłopak, co ze mną przyszedł. Pewnie nawet nie zamieniłeś z nim słowa.
- A to nieprawda. Rozmawialiśmy tamtego dnia 2 razy. Pierwszy raz to jak poszedłeś do gabinetu ojca, a później na kolacji, ale nie powiedział mi nic specjalnego. – Kiwnąłem głową.
- Nic dziwnego to musiała być dla niego naprawdę dziwna sytuacja.
- To gdzie on jest?
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Nie przyjechał z wami? – Pokręciłem przecząco głową. Wtedy do pokoju weszła moja mama. Uśmiechnęła się do Kris’a, który się z nią przywitał.
- Masz jakiś kontakt z tym chłopakiem, o którym mi mówiłeś? – Potwierdziłem głową. – A mógłbyś do niego zadzwonić? Chciałbym już go poznać.
- Nie tylko pani - wtrącił się Kris. Wybrałem jego numer. Kiedy odebrał powiedział tylko:
- Wiesz, gdzie jest ten park przy naszej szkole? Mógłbyś tam przyjechać? Nie pytaj, po co, tylko po prostu odpowiedz tak albo nie.
- No dobra – odpowiedziałem, a on się rozłączył. Powiedziałem o tym mojej mamie, a ona zapytała:
- Ciekawe, o co mu chodzi?
- Pewnie złapał tremę – odpowiedziałem z uśmiechem i poprawiając bluzę wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół. Po drodze zostawałem zatrzymywany parę razy i pytany o Luhan’a. Wszyscy chcą go poznać. Nic dziwnego w końcu to była nowa osoba w ich otoczeniu i nie mogli nic zrobić, żeby to zmienić. Wyszedłem na dwór. Poszedłem na przystanek i wsiadłem do autobusu, który zatrzymywał się tuż przy samym park. Jechałem jakieś 15 minut. Kiedy wysiadłem zauważyłem, że na przystanku stoi Chen. Przywitałem się z nim i już miałem iść, ale on mnie zatrzymał.
- Sehun poczekaj. Wiem, że to może zły moment na to, ale jeżeli ci nie powiem to on nigdy tego nie zrobi. – Podniosłem brwi do góry. On złapał mnie za ramię i odciągnął od przysłuchującej się staruszki.  – Luhan on… zakochał się w tobie. Wiem, że według ciebie tego nie widać, ale uwierz mi Lulu diametralnie się zmienił. Zaczął coraz częściej się śmiać, kiedyś to było niemożliwe. – Wmurowało mnie. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Luhan we mnie? Nawet mi to przez głowę nie przeszło.
- Ale jak to? – Zapytałem. Chen głęboko westchnął.
- Serio? No jak mężczyzna kobietę, tylko, że tym przypadku wypadło na ciebie. Przecież masz już doświadczenie z gejami.
- Zaraz, co?
- No ci twoi przyjaciele. Jak oni mieli? – Zastanowił się przez chwilę. – Jongin i Kyungsoo oni są parą, prawda?
- No tak, ale co ma to wspólnego ze mną?
- Nie w sumie nic, tak sobie pomyślałem, ale już nie ważne. Źle myślałem. Ty lepiej powiedz mi, co zrobisz w sprawie Luhan’a? – Podniosłem rękę do ust, zastanawiając się. Bo serio, co ja zrobię w tej sprawie?
- Nie mam najmniejszego pojęcia – odpowiedziałem, a Chen się zaśmiał. Spojrzałem na niego jak na wariata. On nic nie powiedział, tylko wsiadł do autobusu, który właśnie przyjechał. Jeszcze tylko widziałem jak mi machał zza okna, odmachałem i odkręciłem się na pięcie. Luhan i ja? Razem? Ale to przecież nie ma najmniejszego sensu. Przecież nie było od niego żadnych sygnałów. Czy to ja ich nie zauważałem? Ale czy to w ogóle możliwe? Przecież on tak naprawdę nic o mnie nie wie. Tak samo jak ja o nim. Skoro Chen tu był to musiał rozmawiać z Luhan’em. Ciekaw jestem, gdzie go znajdę. Bez żadnego pomysłu poszedłem w stronę boiska do kosza. Tam go zauważyłem, wmieszał się w tłum. Kiedy trafił do kosza zabiłem brawo. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się. Pożegnał z chłopakami i zaczął iść w moją stronę, wycierając czoło bluzką. Przez co zauważyłem kawałek jego wysportowanego i jasnego brzucha. Pokręciłem głową łapiąc się na tym, o czym myślę.
- Hej!
- Cześć – odpowiedział. Otworzył bramkę i nie czekając na mnie, poszedł do ławki. Usiadłem obok niego i spojrzałem na jego profil.
- To, co trema? – Zapytałem. Zobaczyłem na jego ustach lekki uśmiech.
- Co chcesz wiedzieć najpierw? Co się stało z moją rodziną? Czemu musieliśmy pojechać do domu dziecka? Czy wolisz zapytać, czemu w takim ważnym momencie po prostu ich zostawiłem? Czemu z nimi nie pojechałem? Czemu ci nic wcześniej nie powiedziałem? – Zaczął mówić. – Nie nurtuj się nad odpowiedzią, teraz powiem ci wszystko. Kiedy urodziła się moja najmłodsza siostra Jun, moi rodzice nie widzieli świata poza nią. Pewnie zapytasz, czemu wcześniej się tak nie zachowywali? Sam chciałbym to wiedzieć. Wtedy każdy z nas spadł na drugi plan. Mój brat i siostra jeszcze nie tak bardzo, ale ja najbardziej. Byłem najstarszy, więc to na mnie spoczął ciężar opiekowania się mamą i rodzeństwem, kiedy tata był w pracy. Po 6 miesiącach od porodu, mama bardzo poważnie zachorowała. Rak płuc. Straszna choroba. W zaledwie 2 miesiąc przeniosła się na inne narządy. Mój ojciec rzucił pracę, żeby mógł się zajmować mamą i nami. Miałem wtedy 12 lat. Po roku ciągłej walki mama odeszła. Czasem mam wrażenie, że razem z nią odszedł mój ojciec. Po jej śmierci zaczął pić, ale udało się nam z tego wyciągnąć, ale już nigdy później nie był tą samą osobą, co wcześniej. Podejmował się kilku prac, ale z każdej rezygnował. Do picia wrócił, kiedy dowiedział się, że w dziadków wjechała ciężarówka. Śmierć na miejscu. Myślałem, że jesteśmy dla taty ostatnią nadzieją, ale pomyliłem się. Dowiedziałem się to w momencie, kiedy podniósł rękę na mojego brata, a później na mnie, ponieważ go broniłem. Przeżyliśmy tylko, dlatego, że zaopiekowali się nami dziadkowie od strony mamy. Bardzo ich kochałem. Nie mieliśmy wtedy za dużo pieniędzy poza tym, kiedy ma się trójkę rodzeństwa jest jeszcze inaczej. Babcia umarła we śnie i dziadek nas wyrzucił z powrotem do ojca. Jak się potem dowiedziałem on sam się powiesił. Z miłości. Właściciel nas wyrzucił z mieszkania i zamieszkaliśmy w tym, czymś, co widziałeś. Nie było to łatwe, tata dostawał zasiłek, ale wszystko przepijał. Wtedy zwróciłem się do mojej ciotki z Busan. Nie przyjechała do nas, ani nic takiego. Tylko, co miesiąc przesyłała pocztą pieniądze, żebyśmy, chociaż mieli, co jeść. Kiedy skończyłem 16 lat mogłem w końcu podjąć się jakiejkolwiek pracy. Więc brałem wszystko jak leciało, żeby, choć trochę pomóc. Nie zawsze te moje pracę były legalne. Wiesz książki do szkoły to strasznie duży wydatek i nie mieliśmy jak ich kupować. Jakby nie patrzeć wszystko było razy 3. Ciotka w pewnym momencie musiała kogoś zawiadomić, ponieważ przyjechała do nas jakaś pani i oglądała wszystko bardzo dokładnie. Wtedy wiedzieliśmy, że długo to nie potrwa. No i się nie myliłem. 2 dni później przyszedł list, mówiący, że jeżeli ojciec nie znajdzie jakiejkolwiek pracy w ciągu miesiąca to wtedy zabiorą nas. Tata nie znalazł pracy, tylko dalej pił. Już nawet nie wiedziałem skąd brał pieniądze na alkohol. Wtedy pomyślałem o tobie i o twojej rodzinie. Zacząłem mówić rodzeństwu, że cię znam i nie będzie tam tak strasznie. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy poprosiłeś mnie był z tobą był tamtego dnia. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby tak nie bali się tego wyjazdu. Tylko nie pomyślałem o jednym. Ja sam byłem tym przerażony. Nawet po mojej wizycie. Wtedy sobie uświadomiłem, że jeżeli kiedykolwiek mój ojciec będzie chciał odzyskać prawa rodzicielskie to nie ma za wiele przeciwko temu powodów. – Jeszcze nigdy nie słyszałem z ust Luhan’a aż tyle słów.
- Wiesz, czemu tak jest? – Spojrzał się na mnie podnosząc brwi. – Powód jest bardzo błahy. Chodzi po prostu o więzi krwi. Dla prawa zawsze to lepiej, kiedy to matka z papierka opiekuje się dzieckiem niż ktoś inny. Ja i moja rodzina w prawnym oku byliśmy dla Tao obcymi osobami. Co z tego, że jedliśmy razem obiady. Co z tego, że bawił się ze mną i z moim bratem. Co z tego, że moja mama traktowała go jak syna. Dla prawa to nic nie zmienia. Najważniejsze jest żeby zamieszkał z prawdziwą matką. Tylko, że pomylili się w wyborze matki. – Uśmiechnąłem się, kończąc zdanie.
- Popieprzony świat.
- Zgadzam się – przytaknąłem. – Zbieraj się wszyscy chcą cię poznać. – Spojrzał na mnie zaskoczony. – No, co się tak na mnie patrzysz? Chodź. – Wstaliśmy z ławki i zaczęliśmy iść w kierunku autobusów. Postanowiłem przełożyć naszą rozmowę o tym jego „zakochaniu”. Nie to, że nie wierze Chen’owi. Przez to, że go prawie nie znam jakoś bardziej mogę mu zaufać. A po jego zachowaniu przy naszym pierwszym spotkaniu mogę wnioskować, że wiedział wszystko o historii Luhan’a. Nie chce nawet myśleć o tym, co by gdyby. Luhan tak naprawdę mnie nie zna i ja go też nie. Cieszę się, że w końcu ktoś zainteresował się kimś takim jak ja i zupełnie nie przeszkadza mi, że to facet. Tylko nie rozumiem jednego. Dlaczego? Naprawdę tego nie rozumiem. Przełożę naszą rozmowę o tym, na kiedy indziej. Teraz są ważniejsze rzeczy niż myślenie o tym.
Kiedy dojechaliśmy do domu, wszyscy skakali wokół Lulu i chcieli się dowiedzieć od niego jak najwięcej. Kiedy w końcu udało nam się przebić przez mały tłum i usiąść w jego pokoju, powiedziałem:
- Witam cię w naszych skromnych progach. Łazienkę masz w pokoju, ale są też wspólne rozmieszczone w różnych częściach budynku. Zasada numer 1: Wszystkie części budynku zostawiaj w jak najlepszym porządku, tak żeby było aż miło wejść. Do twojego pokoju nikt nie będzie się przyczepiał. Ogólne sprzątanie pokoi urządzamy w piątki popołudniu, ponieważ soboty są wolne i do twojego wykorzystania.
Zasada numer 2: Nie wolno ci opuszczać budynku, chyba, że za pozwoleniem, które tak między nami bardzo łatwo dostać. Wystarczy, że wpiszesz się do listy przy sekretarce i będziesz się pilnował ustalonej przez siebie godziny. Jak chcesz gdzieś wyjść i masz zamiar wrócić po 23 to musisz to uzgodnić z moim ojcem.
Zasada numer 3: Pamiętaj, że każda osoba tutaj jest twoją rodziną i nie liczą się więzy krwi. – Uśmiechnąłem się. – Twój dzień będzie wyglądać tak, rano wstajesz i idziesz do stołówki na śniadanie, później wychodzisz na zewnątrz tam czekam ja i jedziemy razem do szkoły. Kiedy wracamy idziesz na obiad, albo jak chcesz. Tylko radzę ci poinformować kucharkę, bo ona strasznie nie lubi jak coś się marnuje. Później masz czas z grupą i opiekunem. – Tu wskazałem na siebie. – A potem od kolacji masz czas wolny, żeby spotkać się z rodzeństwem. Ogółem możesz chodzić po budynku do woli. Podczas posiłków też możesz się spotykać z rodziną, ponieważ wszyscy jemy razem, ale to już widziałeś. A jak chcesz gdzieś wyjść po szkole i zrezygnować z grupowych zajęć to zgłaszasz to do opiekuna grupy, albo do sekretarki. Coś jeszcze? Masz już podstawowe wyposażenie w łazience, ale jak czegoś potrzebujesz to przy drzwiach w sali głównej masz listę życzeń. Jak masz prywatne życzenie mówisz to opiekunowi grupy, a on to przekazuje dalej. Uff to już chyba wszystko. A i nie rób sobie żartów z tą listą. Milion dolarów i wszystkie panienki na świecie nie wchodzą w grę. – Zaśmialiśmy się. – Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- A jak moją rozplanowany dzień moje rodzeństwo?
- Bardzo podobnie, poza wychodzeniem. Czym straszy tym ta wolność większa. A i twoje siostry będą chodzić do szkoły u nas. Mamy tu klasę przedszkolną, 1-3 i 4-6 dalej już idą do państwowej. Moja mama i mój brat mają wykształcenie na nauczyciela plus mamy jeszcze dodatkową panią od języków.
- Powiedziałeś mi jeszcze, że będziesz czekać przed wejściem? Czyli to znaczy, że nie mieszkacie tutaj?
- Nie wolno nam. Prawo zabrania, ale mieszkamy, naprzeciwko, więc jakby coś się działo to jesteśmy pod ręką. Poza tym na noc mamy strażnika, który siedzi zawsze tam gdzie sekretarka. Coś jeszcze?
- Nie sądzę.
- Jak będziesz mieć więcej pytań, pytaj ludzi. Pod moją nieobecność słuchacie się Mineseok’a. Poznasz go później. Tak w ogóle to on jest starszy ode mnie, wiesz jak głupio mi czasami mówić, że jestem opiekunem grupy? Nie wyobrażasz sobie. Albo zapytaj kogokolwiek innego oni ci pomogą. Na początku będzie trudno, ale przyzwyczaisz się. – Nagle poczułem rękę na swoich ustach. Zdziwiłem, a później odsunąłem. – Co?
- Na 3 słowa, jakie ja powiedziałem, ty powiedziałeś 10. – Znów podrapałem się po karku, zauważyłem, że ten gest zmiękcza sporo osób.

Dom Dziecka (HanHun) część 1


*Uwaga* Zmienione daty urodzeń. Tao jest młodszy od Sehuna.
Sehun, Luhan, D.O, Kai i Chen mają tyle samo lat. Reszta jest normalnie.

Kolejny nudny dzień szkole, a potem do domu dziecka. Nie mieszkam tam po prostu prowadzę go razem z moimi rodzicami, a raczej im pomagam. Razem z bratem jesteśmy opiekunami grup. Ostatnio nie mieliśmy żadnych problemów. Żadnych zleceń, nikt nowy do nas nie przychodził, więc nie musieliśmy się martwić. Nie za dobrze dogaduje się z tymi młodszymi dzieciakami, więc najczęściej dostaje tą starszą grupę. Z czego się cieszę, ponieważ są tam moi znajomi. Wychowywałem się z nimi. Położyłem głowę na ławce nie mogłem wytrzymać ględzenia mojej nauczycielki.
- Nie kładźcie się na ławkach! To nie jest przedszkole, gdzie można leżakować! – Krzyknęła. Większość osób podniosła głowy, poza mną.
- Czyżby pan Oh Sehun potrzebował specjalnego zaproszenia? – Ociągając się podniosłem głowę i spojrzałem na moją czerwoną ze złości nauczycielkę.
- Skoro tak bardzo nudzi cię ta lekcja, może po prostu spakujesz się i wrócisz do domu? – Zapytała z zaciętą miną.
- Nie, lepiej żebym został. Muszę pani szczerze przyznać, że dużo lepiej mi się śpi na pani lekcjach niż w domu – odpowiedziałem z uśmiechem. Jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Odeszła do biurka i otworzyła swój zeszycik, do którego trafiają wszyscy „niegrzeczni”. Delikatnie rozejrzałem się po sali, połowa osób patrzyła to na mnie, to na nauczycielkę. Druga połowa robiła, co jej się podoba, czyli grała w karty, spała, rozmawiała i w ogólnie nie okazywała zainteresowania. Spojrzałem na mojego przyjaciela z ławki. Pisał coś na kartce, myślałem, że to do mnie, ale on wygiął się i podał to chłopakowi przed nami. Ten delikatnie się odwrócił i kiwnął głową na „tak”. Mój przyjaciel spojrzał w moją stronę i już otwierał usta, ale ja go wyprzedziłem.
- Niech zgadnę, nie wracasz dzisiaj ze mną, tylko idziesz do D.O? – Zapytałem.
- No tak wyszło, nie gniewaj się – odpowiedział. Wzruszyłem ramionami.
- Nie mam, o co się gniewać. – Uśmiechnąłem się do niego i spojrzałem na nauczycielkę, która znowu wierciła mnie swoim wzrokiem. Pomachałem jej, a ona zrobiła głupią minę. Wróciła jednak do pisania na tablicy. Kiedy w końcu zadzwonił długo wyczekiwany dzwonek, westchnąłem i z ulgą zacząłem pakować zeszyty. Nagle poczułem delikatne pociągniecie za rękaw bluzy. Z uśmiechem odwróciłem się do ciągacza.
- Mam pytanie – powiedział Luhan. Brunet, który siedzi za mną. Nie często rozmawiamy. Jakoś nigdy nie mamy do tego okazji. Poza tym Lulu jest bardzo cichy. Jakimś cudem znamy się już 4 lata, byliśmy razem w gimnazjum. Kiwnąłem głową, żeby kontynuował. – Twoi rodzice pracują w domu dziecka, prawda? Znaczy są opiekunami? – Zapytał. Widać było, że z trudem mu to przyszło. Wydawał się bardzo smutny, kiedy mówił.
- No tak, zgadza się. Znaczy tylko mama jest opiekunem, razem z bratem jej pomagamy. Mój ojciec jest dyrektorem – odpowiedziałem. Zastanowiło mnie jego pytanie. On tylko kiwnął głową, założył szybko torbę na ramię i rzucił szybkie „na razie”. Chciałem go dogonić, ale podeszła do mnie nauczycielka. Spojrzałem na nią bez emocji.
- Słucham?
- Czemu zachowujesz się jak gimnazjalista? – Zapytała. Spojrzałem się w stronę, Kai’a, który zrobił gest jakby miał ją zastrzelić, a potem pomachał mi na pożegnanie. Odmachałem i skupiłem się na kobiecie przede mną.
- Nie jestem pewny, czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie. – Widać było, że coś się w niej gotuje. – Przepraszam, ale chciałbym już iść do domu, a pani tak trochę blokuje mi drogę. – Opuściła ramiona, przewróciła oczami i wróciła na swoje miejsce. Ja zabrałem torbę i prawie, jako ostatni opuściłem salę. Pobiegłem szybko na dół taranują sporo osób. Chciałem dogonić Luhan’a. Musiałem wiedzieć, o co chodzi. Kilkanaście metrów za szkołą znalazłem go. Szedł bardzo wolno, a jego ramiona dziwnie drżały. Chciałem do niego podbiec, ale nie wiem, czemu wybrałem śledzenie go. Nagle wyciągną dość stary telefon i chyba sprawdził godzinę, bo zaczął trochę szybciej iść. Podążałem za nim na tyle długo, że zapamiętałem już chyba każdy kłaczek na jego starej bluzie. Lulu jest z dość biednej rodziny. Z tego, co wiem mieszka z ojcem i rodzeństwem. Nic więcej. Nigdy wcześniej nie zwracałem na niego za dużej uwagi, dlatego teraz zaczął mnie interesować. W końcu się zatrzymał i odwrócił w moją stronę. Chciałem się schować, ale nigdzie nie było miejsca na to. Poza tym i tak bym nie zdążył. Tak się zamyśliłem, że aż zapomniałem żeby się urywać.
- Długo będziesz tak jeszcze za mną szedł? – Wzruszyłem ramionami. Moim celem było dowiedzenie się czegoś więcej o nim. Luhan założył ręce na ramiona i czekał na moją odpowiedź. Ja tylko podrapałem się po karku z zakłopotaniem wypisanym na twarzy. Miałem nadzieje, że ten gest trochę go zmiękczy i miałem racje. Westchnął, zrównał ze mną kroku i znów zaczął iść w swoją stronę. Zanim zdążyłem go o cokolwiek zapytać, on zadał pytanie pierwszy.
- A ty nie powinieneś być w pracy? – Spojrzałem na niego z przerażeniem w oczach i szybko wyciągnąłem telefon. 9 połączeń nieodebranych od mamy i 2 od Suchang. Walnąłem się z otwartej ręki w czoło i wybrałem numer. Kiedy usłyszałem sygnał szybko odsunąłem telefon od ucha.
-  GDZIE TY DO CHOLERY JESTEŚ?! – Wrzasnęła, a Luhan zaczął się śmiać. – CZEMU TY MI NIGDY NIE MÓWISZ JAK GDZIEŚ IDZIESZ?! Tak to bym załatwiła jakieś zastępstwo, a nie zostawiasz mnie tak samą! WRACAJ MI TU NATYCHMIAST! – Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć ona po prostu się rozłączyła. Głęboko westchnąłem, a Lulu już całkowicie się roześmiał. Rozejrzałem się po okolicy nie rozpoznając jej zupełnie. Spojrzałem się bruneta w poszukiwaniu pomocy.
- Chodź za mną – powiedział i po chwili zaczął iść szybciej w tą samą stronę, co wcześniej. Zrównałem z nim kroku i chciałem się go w końcu zapytać o naszą krótką rozmowę, ale on szybko, jakby przeczuwając, co zamierzam zrobić, skręcił w boczną uliczkę.
- Ej!
- Tak będzie szybciej – powiedział i odwrócił się do mnie twarzą, idąc tyłem. Nagle wpadł na jakieś wysokiego chłopaka. Odwrócił się i już się kłaniał, żeby go przeprosić, ale chyba go rozpoznał, bo uśmiechnął się i przywitał. Chłopak miał czarne glany i skórzaną kurtkę przecieraną na czerwono. Pomimo trochę drapieżnego wyglądu miał bardzo miły i delikatny głos. Luhan wskazał mnie, a ja podszedłem trochę bliżej.
- To jest Oh Sehun, chodzę z nim do klasy. – Zwrócił się do mnie i wskazał na nieznajomego. – To jest Jongdae, ale możesz mówić na niego Chen. – Delikatnie się uśmiechnąłem i ukłoniłem, on powtórzył mój gest i powiedział:
- A więc to jest ten słynny Sehun. Miło mi cię poznać. Niestety muszę już iść, ale fajnie będzie się jeszcze kiedyś spotkać i pogadać. – Szerzej się uśmiechnąłem i potwierdziłem gestem głowy.
- Masz racje, my też musimy się już zbierać – odpowiedziałem.
- Lulu mogę Cię prosić na chwilę na bok? – Zapytał tak jakby do nas obu, dlatego poczułem potrzebę kiwnięcia głową. Delikatnie złapał go za ramię i odciągną na parę metrów. Coś mu bardzo cicho powiedział, a Luhan natychmiast posmutniał i pokręcił przecząco głową. Chłopak położył mu ręce na ramionach i znów cos powiedział. Wiedziałem, że ma to coś wspólnego z tamtym pytaniem. Lulu delikatnie się uśmiechnął, kiwną głową i poszedł w moim kierunku. Chen zanim poszedł krzyknął coś jeszcze w stylu „ Sehun tylko się nim dobrze opiekuj!”. Zdziwiłem się i zapytałem Luhan’a, o co chodziło, a on tylko się zaśmiał i powiedział:
- O nic, Chen po prostu taki jest.
- Taki jest? A o czym rozmawialiście? Skąd go znasz? – Zanim zauważyłem zacząłem go zalewać pytaniami.
- Wow, wow, jedno pytanie na raz. Nie rozmawialiśmy o niczym ważnym, później się dowiesz. A znam go z gimnazjum, poza tym mieszka zaraz obok mnie.
- Aaa rozumiem. Czy to ma coś wspólnego z tym pytanie, co zadałeś mi w szkolę?
- O wszystkim ci opowiem, ale później, kiedy stwierdzę, że mogę. – Pokiwałem głową nie chcą go już więcej męczyć. Rozejrzałem się szybko po okolicy i stwierdziłem, że jesteśmy już na miejscu. Nawet nie zauważyłem, kiedy doszliśmy. Luhan zatrzymał się.
- Nie chcesz wejść do środka? – Rozszerzył oczy w zdziwieniu.
- A mogę?
- Pewnie, pomożesz mi. – Szatańsko się uśmiechnąłem i wszedłem do dużego budynku. Od wejścia jest para schodów na górne piętra skrzydeł. Pod schodami są przejścia na parter. Na samym środku tuż od wejścia stało biurko sekretarki/księgowej, która teraz grzebała w jakiś papierach. Nie chcąc jej przeszkadzać, postawiłem moją i Luhana torbę za blatem. Skierowałem się na parter do lewego skrzydła, zapukałem 3 razy i otworzyłem. Ojciec podniósł głowę i powiedział:
- Grupa III. Mama chyba Ci już innej nie da.
- W sumie to się cieszę – odpowiedziałem. Tata pokręcił głową z uśmiechem.
- Postaraj się na nią dzisiaj nie wpaść.
- Tak jest! – Udałem, że salutuje. Tata spojrzał się na Luhana, przenikliwym wzrokiem. On trochę się speszył, ale zaraz ukłonił się i przedstawił.
- Będzie mi dzisiaj pomagał, ok? – Zapytałem. Tata kiwnął głową i wrócił do papierów. Nie będę mu już przeszkadzać. Po prostu wyszedłem. Skierowałem się na schody z prawej i wszedłem na samą górę, a Luhan za mną cicho podążał. Zapukałem do pierwszych drzwi z naklejoną małą pandą. Otworzył mi wysoki brunet o imieniu Tao. Zawsze ma podkrążone oczy, dlatego nazywamy go pandą.
- O hyung! Myślałem, że o nas zapomniałeś. – Wredna panda.
- Nie zapomniałem, tylko się spóźniłem – powiedziałem. – Czy mógłbyś poprosić wszystkich do głównej?
- Robi się.
Skierowaliśmy się do głównej sali. Usiadłem na jednym stole i zabrałem z niego listę. Wszyscy, którzy dopiero, co przyszli, witali się ze mną. Kiedy się zebrali poprosiłem, żeby usiedli na krzesłach, albo na tyłkach. Przedstawiłem Luhan’a i sprawdziłem listę.
- Słychać coś nowego? – Zapytałem.
- Podobnież mają przenieść Tao – powiedziała jakaś dziewczyna z tyłu.
- Ej! – Krzyknął, a wszyscy się roześmieli. Podniosłem rękę, żeby ich uciszyć.
- Dobra to, co dzisiaj robimy? – Spojrzałem na najstarszego.
- Kosz? – Zapytał Lay, a większość osób pokiwała głowami.
- A jest ktoś na boisku? – Zapytałem, a Tao spojrzał za okno.
- Pusto.
- Dobra, to boisko. A dziewczyny? Co będziecie robić?
- A najpierw pogramy trochę w siatkę, a później posiedzimy na słoneczku – zaśmiała się Sulli.
- Niech będzie. Jak ktoś chce się przebrać, albo coś zabrać, to teraz. Widzimy się za 10 minut na dole.
- Tak jest! – Odezwali się chórem, a ja się zaśmiałem. Przedrzeźniają mnie. Wyszedłem z sali razem z innymi. Od razu poszedłem na dół do sekretarki/księgowej i zapytałem o klucze do składziku. Ona bez odwracania wzroku z kartki po prostu mi je dała. Spojrzałem na to, co trzymała w ręku.
- Serio, przenosimy Tao?! – Powiedziałem to trochę za głośno, bo ludzie, którzy zebrali się na dole zaczęli szeptać. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem przerażonego Tao. Spojrzałem na kobietę. Ona jakby na zawołanie oddała mi kartkę. Przeczytałem kilka linijek i nie za wiele zrozumiałem z urzędowego bełkotu. Oddałem jej kartkę i czekałem na wyjaśnienie.
- Zapytaj ojca – powiedziała szybko i znów zaczęła przypatrywać się kartce. Poszedłem szybko do składziku, wyciągnąłem potrzebne rzeczy, otworzyłem drzwi na boisko. Oddałem piłki. Zatrzymał się przy mnie Tao. Spojrzałem na niego i powiedziałem:
- Zrobię wszystko, co mogę żebyś został. – Brunet uśmiechnął się.
- Dzięki, hyung – powiedział i poszedł z resztą. Tym razem przy mnie zatrzymał się Lulu. Spojrzałem na niego.
- Nie za bardzo wiem, o co chodzi – stwierdził.
- Ja też. Poczekasz na mnie na górce i trochę ich przypilnujesz. To nie będzie nic trudnego, musisz tylko liczyć punkty. – Uśmiechnąłem się, a Luhan kiwnął głową. – Ja w tym czasie dowiem się, o co z tym wszystkim chodzi.
Kiedy wszyscy zniknęli na zewnątrz, szybko poszedłem do gabinetu ojca. Wparowałem bez pukania i krzyknąłem:
- Jak wy możecie przenosić Tao?! – W środku stał jakiś facet w czarnym garniturze i rozmawiał z moim ojcem. Oczywiście przerwał, kiedy wparowałem do gabinetu.
- Sehun! Zachowuj się! – Ojciec krzyknął, a ja głęboko się ukłoniłem i przeprosiłem. – Przepraszam za syna, ale przez te lata bardzo się zżył z Zitao.
- Rozumiem. Jednak mimo wszystko takie dostaliśmy polecenie z sądu. Matka odzyskała prawa rodzicielskie i nic na to nie możemy poradzić.
- Czyli nie przenosicie go, tylko oddajecie? – Zapytałem. Znałem historie Tao i nie mogłem uwierzyć, że jego matka odzyskała prawa. Stałem tam jak słup soli.
- Takie jest prawo, a jeżeli sąd się zgodził to nic nie możemy na to poradzić.
- Kiedy go zabieracie? – Zapytał ojciec.
- Jutro rano – mężczyzna szybko odpowiedział. Miałem wrażenie, że zaraz padnę na kolana. Tao nie może odejść.
- Przepraszam pana, ale czy sąd brał pod uwagę, dlaczego Zitao trafił do domu dziecka, a później był przenoszony? – Zapytałem prosto z mostu.
- Oczywiście, że tak. Sędzia brał pod uwagę wszystkie aspekty.
- A Tao nie ma tu nic do powiedzenia?
- Niestety nie, oczywiście do czasu, kiedy skończy 18 lat.
- Nie możemy tyle czekać. Nawet, jeżeli uda się wam go zabrać to i tak za rok znów tu wróci.
- Tego nie można powiedzieć.
- Nieprawda już była podobna sytuacja, kiedy chcieli zabrać Tao do domu zastępczego. Wrócił po roku i po 3 rodzinach, w których był.
- Wiem. – Szybka i twarda odpowiedź. – Dla mnie to też nie jest łatwe. Jestem prawnikiem, który reprezentował Tao w tamtej rozprawie. Musiałem poznać całą jego historie od początku do końca, więc wiem, co się stało.
- W takim razie pan przegrał – powiedziałem.
- Sehun przestań. Jestem pewien, że pan robił wszystko, co w jego mocy – wtrącił się mój ojciec.
- Nie, Sehun ma racje, zawaliłem. To moja wina i zrobiłbym wszystko, żeby Tao tu został. Jednak nie wiele mogę.
- Ale... - powiedziałem, ale ojciec szybko mi przerwał.
- Sehun przestań się kłócić. Nic to nie pomoże Tao. Już nic nie możemy zrobić. – Spojrzałem się na niego, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. Opuściłem głowę.
- No tak, to zawsze jedna gęba mniej do wyżywienia – stwierdziłem cicho, ale na tyle, żeby mnie usłyszeli. – Jesteś straszny, wiesz? – Zapytałem patrząc się prosto w jego oczy. Kiedy nic nie odpowiedział odkręciłem się na pięcie i po prostu wyszedłem. Skierowałem się na zewnątrz, stąd od razu na górkę, gdzie czekał Luhan. Położyłem się obok niego na trawie i przykryłem ręką oczy.
- Przegrał? Rozumiesz? – Wyszeptałem. – Miał całą historie spisaną na papierze, a i tak przegrał.
- Co się stało? – Zapytał Luhan, a ja się szybko podniosłem do siadu już chcąc na niego nawrzeszczeć. Ale udało mi się opanować, w końcu on nic nie wie. Wróciłem do mojej poprzedniej pozycji i błagałem w myślach, żeby Tao nie zauważył, że wróciłem.
- Imię: Zitao, nazwisko: Huang, matka: Xianmei, ojciec: nieznany, rok urodzenia: 2 maja 1994, kraj pochodzenia: Chiny, kraj zamieszkania: Korea, wiek umieszczenia w domu: 11, powód – przerwałem. Zastanowiłem się przez chwile i później kontynuowałem. – Kiedy Tao miał 4 lata jego matka przeniosła się do Korei. Pracowała dorywczo, w końcu pewnego dnia zostawiła go w domu na 5 godzin samego. Miał wtedy 6 lat. Później powtarzało się to coraz częściej, wychodziła i potrafiła nie wracać, aż do następnego dnia. Trwało to mniej więcej 8 miesięcy. W końcu pewnego dnia, kiedy Tao nie miał, co zjeść poszedł do sąsiadki. Ta nakarmiła go i wypytała. Wszystko powiedział, a ona zawiadomiła specjalne służby. Jego matka dostała odpowiednie zawiadomienie i na ich rodzinę spadł dozór kuratora. Minął rok i dozór się zakończył. Nikt do teraz nie wie, czemu trwało to tak krótko. Wtedy jego matka znów zaczęła go zostawiać. Wpadła w alkoholizm i narkotyki, żeby Tao znów się nie wygadał sąsiadom zabierała go do „pracy”. Była ladacznicą, zwykłą dziwką, która stała przy ulicy i czekała, aż ktoś do niej podjedzie. Ale oczywiście nie mogła sobie pozwolić na to, żeby ktoś z drogi zauważył, że ma syna, więc ukrywała go w krzakach. Trwało to 4 lata, Tao nie chodził do szkoły, więc nikt nie mógł zareagować. Opowiadał mi, że nauczył się tamtego lasu na pamięć. Pewnego dnia poprosił matkę, żeby zostawiła go w domu, zgodziła się pod warunkiem, że nie będzie stamtąd wychodzić. Głodny zrobił to samo, co ostatnio. Wtedy się już skończyło. Tao trafił do ośrodka, a później do nas. Miał wtedy 11 lat, nie wiem, jakim cudem, ale byłem jedyną osobą, z którą Tao nie bał się rozmawiać. Co i tak nie wychodziło mu za dobrze. Jego matka nigdy poprawnie nie mówiła, więc on też nie. Wyobraź sobie, jakie to musiało być dla niego ciężkie. Kiedy w końcu nauczył się, został wysłany do rodziny zastępczej, później do następnej i następnej, a potem z powrotem do nas. Ta jego tułaczka trwała cały rok. Z ostatniej rodziny po prostu uciekł, z poprzednimi były kłopoty. Jego matka wciąż wracała i mieszała mu w głowie, niestety tego nikt nie wie. Tao nie powiedział nikomu innemu. Myślę, że nawet gdybym teraz im powiedział to nic by to nie zmieniło. Tao jest jak mój młodszy brat. Nawet czasem czuje, jakbym to z nim miał większą więź niż z własnym. A teraz chcą go wysłać do matki? Rozumiesz? Jak ja mu to powiem? – Skończyłem mój wywód, pytaniem w powietrze. Kątem oka spojrzałem na Luhan’a, patrzył w niebo, a po jego policzku spływała łza. Ta pojedyncza kropla znaczyła dla mnie dużo więcej niż jakiekolwiek słowa.
- Musisz mu powiedzieć. – W końcu się odezwał.
- Wiem, tylko nie wiem, w jaki sposób.
- Musisz się szybko zastanowić, bo właśnie tu idzie. – Podniosłem się i zobaczyłem Tao idącego w naszą stronę. Przekląłem w myślach.
- Hyung? – Zapytał cicho.
- Przepraszam, robiłem wszystko, co w mojej mocy. – Spojrzałem na jego twarz. Zasmucił się. – Wracasz do matki. – Rozszerzył oczy w zdziwieniu, nagle je zamknął, a kiedy je otworzył nie było w nich żadnych emocji.
- Kiedy? – Ledwo zapytał.
- Jutro rano. – Usiadł obok mnie na trawie.
- Nie martw się, hyung. Dam radę – stwierdził. Pokiwałem głową, nie chciałem mu pokazać jak płaczę, nie teraz, kiedy potrzebuje ode mnie wsparcia. Położyłem mu rękę na ramieniu i lekko się uśmiechnąłem.