wtorek, 1 września 2015

Dom Dziecka (HanHun) Część 2

Minęło 3 godziny od odjazdu Tao, mama mnie zwolniła ze szkoły i pozwoliła się pożegnać. Później kazała mi wracać do domu i siedzieć tam, aż poczuje się na siłach, żeby cokolwiek zrobić.
Minęły 2 dni, a ja snułem po domu jak duch. Przeklinałem się w myślach, że nic nie zrobiłem. W końcu nadeszła sobota, a ojciec kazał mi się umyć, ubrać i pojechać z nim. Zdziwiłem się, ale to zrobiłem. Podjechaliśmy pod zniszczoną kamienice. Ojciec zamienił kilka słów z policjantami, już wiedziałem, co się szykuje. Będziemy zabierali dzieci z tego domu.
- Tato, chociaż powiedz mi, ile ich jest – poprosiłem, kiedy wchodziliśmy po schodach.
- Czwórka. 6, 9, 15 i 17 lat. Tak, jeden chłopak jest w twoim wieku – odpowiedział, a ja się zdziwiłem. Zwykle nie zabieramy starszych, tylko trafiają do ośrodka. Kiedy dostaliśmy się do mieszkania, zastaliśmy typową melinę. Ojciec dzieci siedział pijany przy stole w kuchni. Tata bardzo grzecznie dał mu nakaz sądowy i skierował się do dużego pokoju. Ja od razu poszedłem za nim. Moją uwagę przykuło zdjęcie na ścianie. Kobieta trzymała na rękach córkę, a ojciec trzymał drugą. Obok nich stali synowie. Spojrzałem na tego najstarszego i aż zaniemówiłem. Na zdjęciu był wymłodzony o jakieś dobre 5 lat Luhan. Zamknąłem oczy, pokręciłem głową i jeszcze raz spojrzałem na zdjęcie. Nie zniknął. Rozejrzałem się jeszcze po mieszkaniu i zauważyłem małe biurko, na którym stały książki do szkoły. Do mojej szkoły. Luhan i ta rozdzina? Nie miałem najmniejszego pojęcia. Jak mogłem być, aż tak ślepy? Każdy u nas, ma swój własny emocjonalny bagaż, ale nigdy bym nie pomyślał, że Luhan będzie jednym z nich. Jednym z tych pozbawionych nadziei osób. Spojrzałem na 15 latka, który ze spokojem pakował swoje rzeczy do niewielkiej torby. Podszedłem do niego i zapytałem z uśmiechem:
- Wiesz może gdzie jest twój starszy brat? – Chłopak wzruszył ramionami i nie odrywał wzroku od torby. To normalne zachowanie. Poszedłem do taty, który rozmawiał z najmłodszą dziewczynką.
- A są tam dzieci w moim wieku? – Zapytała.    
- Pewnie, że tak. Będziesz mogła się z nimi bawić, wygłupiać, uczyć.
- Uczyć?
- Tak, bo widzisz nie możemy, żeby twoja nauka poszła w las, więc mamy specjalną salę z taką dużą czarną tablicą. – Tata przez cały czas był uśmiechnięty.
- A będę mogła spotykać się z tatą?
- To już będzie zależało od niego – odpowiedział jej zgodnie z prawdą. Podszedłem do niego i zapytałem:
- Tato mogę Cię na słówko? – Ojciec kiwnął głową i spakował do siatki różowego królika. Wstał i odszedł za mną na bok.
- Pamiętasz tego chłopaka, który mi pomagał? Luhan’a? – Ponownie kiwnął głową. – On tu mieszka. To jest jego rodzina. Nie wiedziałem, że u niego jest, aż tak źle. Co gorsze gdzieś wyszedł i nie ma go w domu.
- Zaraz się tym zajmę. – Tata poszedł do właściciela mieszkania i zapytał, gdzie jest jego najstarszy syn. On popatrzył na niego i powiedział:
- Wyszedł gdzieś.
- Dawno? – Nie usłyszałem już odpowiedzi, ponieważ zostałem pociągnięty za rękaw bluzy. To był ten 15-letni chłopak. Spojrzałem na niego.
- Od taty się niczego nie dowiecie. Ty jesteś Sehun, prawda? Luhan mówił, że ma w klasie chłopaka, który się będzie nami zajmować. Do tego opowiadał jak tam jest, podobnież go zabrałeś. Wyszedł jakieś 2 godziny temu. To jest jego bagaż. – Wręczył mi wyładowany plecak. – Poprosił mnie, żebym dał Ci tą kartkę.
- Dzięki za pomoc. – Uśmiechnąłem się do niego, a on wrócił do pakowania swoich rzeczy. Zacząłem czytać.

„ Głupio mi, że dowiadujesz się w ten sposób. Nie jadę z wami, ponieważ nie wytrzymałbym pożegnania się z moim ojcem. Resztę Ci opowiem jak się spotkamy już na miejscu, oczywiście, jeżeli jest, co opowiadać.
                                                                                      Luhan

PS. Zabierzesz nasze rodzinne zdjęcie, moje rodzeństwo na sto procent o nim zapomni.”

Spojrzałem się na zdjęcie, które właśnie zostało zdjęte i zabrane do torby. Chłopak delikatnie się do mnie uśmiechnął, odwzajemniłem. Poszedłem do taty, który ciągle próbował się dogadać z pijanym mężczyzną. Powiedziałem mu, co wiedziałem i zszedłem na dół spakować z dzieciakami wszystkie bagaże. Kiedy zamykałem bagażnik, powiedziałem:
- Lecie na górę pożegnać się z tatą i sprawdźcie, czy czegoś nie zapomnieliście. – Rodzeństwo Luhan’a wróciło do kamienicy. Ja zostałem, nie zniósłbym tych łez. Wyciągnąłem telefon, wybrałem numer mamy i powiedziałem, że zaraz będziemy jechać. Wytłumaczyłem jej też sprawę z Luhan’em. Kiedy skończyliśmy rozmawiać, spojrzałem na komórkę i już miałem wybrać jego numer, ale w końcu się rozmyśliłem. Zobaczyłem wychodzące z kamienicy bardzo smutne dzieciaki i otworzyłem im drzwi do naszego 7-osobowego samochodu. Kiedy już wszyscy wsiedli, w ciszy ruszyliśmy. Na miejscu przywitała ich moja mama i brat, którzy zawsze oprowadzali po budynku. Ogółem mamy 3 grupy w różnym wieku, ale często, kiedy jest czas wolny dzieciaki mogą chodzić pomiędzy skrzydłami i wtedy nie ma znaczenia, w której grupie jesteś. Zazwyczaj po to, żeby spotkały się z rodzeństwem.  Podszedłem do taty i zapytałem:
- W którym pokoju będzie spał Luhan? – Ojciec westchnął. – W pokoju Tao – odpowiedziałem za niego, a on tylko potwierdził kiwnięciem. Poszedłem z plecakiem Lulu na górę. Otworzyłem drzwi do byłego pokoju Tao. Wszystkie meble były w takim samym ustawieniu, tylko rzeczy osobiste zniknęły. Rzuciłem plecak na podłogę. Położyłem się na łóżku, które stało przy oknie i przypomniałem sobie, ile rozmów przeprowadziłem z Tao, kiedy on leżał dokładnie tak samo. Jakimś cudem nigdy nie przenosiliśmy Tao z pokoju do pokoju. Jak sobie teraz radzi, czy jest mu dobrze z matką? Nie chce myśleć pesymistycznie. Nagle usłyszałem pukanie. Zdziwiłem się, ale szybko odpowiedziałem. Do środka wszedł Kris. Również przyjaźnił się z Tao. Jego pokój jest naprzeciwko.
- O, Sehun. Myślałem, że to mój nowy sąsiad – powiedział.
- Wieści szybko się rozchodzą. Założę się, że są źli, ponieważ zajmie pokój Tao.
- Powiem ci, że przyjęli to wyjątkowo dobrze.
- A co do twojego sąsiada, to już go poznałeś. – Kris się zdziwił. - Przedstawiałem go wam jakieś 3 dni temu, to ten chłopak, co ze mną przyszedł. Pewnie nawet nie zamieniłeś z nim słowa.
- A to nieprawda. Rozmawialiśmy tamtego dnia 2 razy. Pierwszy raz to jak poszedłeś do gabinetu ojca, a później na kolacji, ale nie powiedział mi nic specjalnego. – Kiwnąłem głową.
- Nic dziwnego to musiała być dla niego naprawdę dziwna sytuacja.
- To gdzie on jest?
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Nie przyjechał z wami? – Pokręciłem przecząco głową. Wtedy do pokoju weszła moja mama. Uśmiechnęła się do Kris’a, który się z nią przywitał.
- Masz jakiś kontakt z tym chłopakiem, o którym mi mówiłeś? – Potwierdziłem głową. – A mógłbyś do niego zadzwonić? Chciałbym już go poznać.
- Nie tylko pani - wtrącił się Kris. Wybrałem jego numer. Kiedy odebrał powiedział tylko:
- Wiesz, gdzie jest ten park przy naszej szkole? Mógłbyś tam przyjechać? Nie pytaj, po co, tylko po prostu odpowiedz tak albo nie.
- No dobra – odpowiedziałem, a on się rozłączył. Powiedziałem o tym mojej mamie, a ona zapytała:
- Ciekawe, o co mu chodzi?
- Pewnie złapał tremę – odpowiedziałem z uśmiechem i poprawiając bluzę wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół. Po drodze zostawałem zatrzymywany parę razy i pytany o Luhan’a. Wszyscy chcą go poznać. Nic dziwnego w końcu to była nowa osoba w ich otoczeniu i nie mogli nic zrobić, żeby to zmienić. Wyszedłem na dwór. Poszedłem na przystanek i wsiadłem do autobusu, który zatrzymywał się tuż przy samym park. Jechałem jakieś 15 minut. Kiedy wysiadłem zauważyłem, że na przystanku stoi Chen. Przywitałem się z nim i już miałem iść, ale on mnie zatrzymał.
- Sehun poczekaj. Wiem, że to może zły moment na to, ale jeżeli ci nie powiem to on nigdy tego nie zrobi. – Podniosłem brwi do góry. On złapał mnie za ramię i odciągnął od przysłuchującej się staruszki.  – Luhan on… zakochał się w tobie. Wiem, że według ciebie tego nie widać, ale uwierz mi Lulu diametralnie się zmienił. Zaczął coraz częściej się śmiać, kiedyś to było niemożliwe. – Wmurowało mnie. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Luhan we mnie? Nawet mi to przez głowę nie przeszło.
- Ale jak to? – Zapytałem. Chen głęboko westchnął.
- Serio? No jak mężczyzna kobietę, tylko, że tym przypadku wypadło na ciebie. Przecież masz już doświadczenie z gejami.
- Zaraz, co?
- No ci twoi przyjaciele. Jak oni mieli? – Zastanowił się przez chwilę. – Jongin i Kyungsoo oni są parą, prawda?
- No tak, ale co ma to wspólnego ze mną?
- Nie w sumie nic, tak sobie pomyślałem, ale już nie ważne. Źle myślałem. Ty lepiej powiedz mi, co zrobisz w sprawie Luhan’a? – Podniosłem rękę do ust, zastanawiając się. Bo serio, co ja zrobię w tej sprawie?
- Nie mam najmniejszego pojęcia – odpowiedziałem, a Chen się zaśmiał. Spojrzałem na niego jak na wariata. On nic nie powiedział, tylko wsiadł do autobusu, który właśnie przyjechał. Jeszcze tylko widziałem jak mi machał zza okna, odmachałem i odkręciłem się na pięcie. Luhan i ja? Razem? Ale to przecież nie ma najmniejszego sensu. Przecież nie było od niego żadnych sygnałów. Czy to ja ich nie zauważałem? Ale czy to w ogóle możliwe? Przecież on tak naprawdę nic o mnie nie wie. Tak samo jak ja o nim. Skoro Chen tu był to musiał rozmawiać z Luhan’em. Ciekaw jestem, gdzie go znajdę. Bez żadnego pomysłu poszedłem w stronę boiska do kosza. Tam go zauważyłem, wmieszał się w tłum. Kiedy trafił do kosza zabiłem brawo. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się. Pożegnał z chłopakami i zaczął iść w moją stronę, wycierając czoło bluzką. Przez co zauważyłem kawałek jego wysportowanego i jasnego brzucha. Pokręciłem głową łapiąc się na tym, o czym myślę.
- Hej!
- Cześć – odpowiedział. Otworzył bramkę i nie czekając na mnie, poszedł do ławki. Usiadłem obok niego i spojrzałem na jego profil.
- To, co trema? – Zapytałem. Zobaczyłem na jego ustach lekki uśmiech.
- Co chcesz wiedzieć najpierw? Co się stało z moją rodziną? Czemu musieliśmy pojechać do domu dziecka? Czy wolisz zapytać, czemu w takim ważnym momencie po prostu ich zostawiłem? Czemu z nimi nie pojechałem? Czemu ci nic wcześniej nie powiedziałem? – Zaczął mówić. – Nie nurtuj się nad odpowiedzią, teraz powiem ci wszystko. Kiedy urodziła się moja najmłodsza siostra Jun, moi rodzice nie widzieli świata poza nią. Pewnie zapytasz, czemu wcześniej się tak nie zachowywali? Sam chciałbym to wiedzieć. Wtedy każdy z nas spadł na drugi plan. Mój brat i siostra jeszcze nie tak bardzo, ale ja najbardziej. Byłem najstarszy, więc to na mnie spoczął ciężar opiekowania się mamą i rodzeństwem, kiedy tata był w pracy. Po 6 miesiącach od porodu, mama bardzo poważnie zachorowała. Rak płuc. Straszna choroba. W zaledwie 2 miesiąc przeniosła się na inne narządy. Mój ojciec rzucił pracę, żeby mógł się zajmować mamą i nami. Miałem wtedy 12 lat. Po roku ciągłej walki mama odeszła. Czasem mam wrażenie, że razem z nią odszedł mój ojciec. Po jej śmierci zaczął pić, ale udało się nam z tego wyciągnąć, ale już nigdy później nie był tą samą osobą, co wcześniej. Podejmował się kilku prac, ale z każdej rezygnował. Do picia wrócił, kiedy dowiedział się, że w dziadków wjechała ciężarówka. Śmierć na miejscu. Myślałem, że jesteśmy dla taty ostatnią nadzieją, ale pomyliłem się. Dowiedziałem się to w momencie, kiedy podniósł rękę na mojego brata, a później na mnie, ponieważ go broniłem. Przeżyliśmy tylko, dlatego, że zaopiekowali się nami dziadkowie od strony mamy. Bardzo ich kochałem. Nie mieliśmy wtedy za dużo pieniędzy poza tym, kiedy ma się trójkę rodzeństwa jest jeszcze inaczej. Babcia umarła we śnie i dziadek nas wyrzucił z powrotem do ojca. Jak się potem dowiedziałem on sam się powiesił. Z miłości. Właściciel nas wyrzucił z mieszkania i zamieszkaliśmy w tym, czymś, co widziałeś. Nie było to łatwe, tata dostawał zasiłek, ale wszystko przepijał. Wtedy zwróciłem się do mojej ciotki z Busan. Nie przyjechała do nas, ani nic takiego. Tylko, co miesiąc przesyłała pocztą pieniądze, żebyśmy, chociaż mieli, co jeść. Kiedy skończyłem 16 lat mogłem w końcu podjąć się jakiejkolwiek pracy. Więc brałem wszystko jak leciało, żeby, choć trochę pomóc. Nie zawsze te moje pracę były legalne. Wiesz książki do szkoły to strasznie duży wydatek i nie mieliśmy jak ich kupować. Jakby nie patrzeć wszystko było razy 3. Ciotka w pewnym momencie musiała kogoś zawiadomić, ponieważ przyjechała do nas jakaś pani i oglądała wszystko bardzo dokładnie. Wtedy wiedzieliśmy, że długo to nie potrwa. No i się nie myliłem. 2 dni później przyszedł list, mówiący, że jeżeli ojciec nie znajdzie jakiejkolwiek pracy w ciągu miesiąca to wtedy zabiorą nas. Tata nie znalazł pracy, tylko dalej pił. Już nawet nie wiedziałem skąd brał pieniądze na alkohol. Wtedy pomyślałem o tobie i o twojej rodzinie. Zacząłem mówić rodzeństwu, że cię znam i nie będzie tam tak strasznie. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy poprosiłeś mnie był z tobą był tamtego dnia. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby tak nie bali się tego wyjazdu. Tylko nie pomyślałem o jednym. Ja sam byłem tym przerażony. Nawet po mojej wizycie. Wtedy sobie uświadomiłem, że jeżeli kiedykolwiek mój ojciec będzie chciał odzyskać prawa rodzicielskie to nie ma za wiele przeciwko temu powodów. – Jeszcze nigdy nie słyszałem z ust Luhan’a aż tyle słów.
- Wiesz, czemu tak jest? – Spojrzał się na mnie podnosząc brwi. – Powód jest bardzo błahy. Chodzi po prostu o więzi krwi. Dla prawa zawsze to lepiej, kiedy to matka z papierka opiekuje się dzieckiem niż ktoś inny. Ja i moja rodzina w prawnym oku byliśmy dla Tao obcymi osobami. Co z tego, że jedliśmy razem obiady. Co z tego, że bawił się ze mną i z moim bratem. Co z tego, że moja mama traktowała go jak syna. Dla prawa to nic nie zmienia. Najważniejsze jest żeby zamieszkał z prawdziwą matką. Tylko, że pomylili się w wyborze matki. – Uśmiechnąłem się, kończąc zdanie.
- Popieprzony świat.
- Zgadzam się – przytaknąłem. – Zbieraj się wszyscy chcą cię poznać. – Spojrzał na mnie zaskoczony. – No, co się tak na mnie patrzysz? Chodź. – Wstaliśmy z ławki i zaczęliśmy iść w kierunku autobusów. Postanowiłem przełożyć naszą rozmowę o tym jego „zakochaniu”. Nie to, że nie wierze Chen’owi. Przez to, że go prawie nie znam jakoś bardziej mogę mu zaufać. A po jego zachowaniu przy naszym pierwszym spotkaniu mogę wnioskować, że wiedział wszystko o historii Luhan’a. Nie chce nawet myśleć o tym, co by gdyby. Luhan tak naprawdę mnie nie zna i ja go też nie. Cieszę się, że w końcu ktoś zainteresował się kimś takim jak ja i zupełnie nie przeszkadza mi, że to facet. Tylko nie rozumiem jednego. Dlaczego? Naprawdę tego nie rozumiem. Przełożę naszą rozmowę o tym, na kiedy indziej. Teraz są ważniejsze rzeczy niż myślenie o tym.
Kiedy dojechaliśmy do domu, wszyscy skakali wokół Lulu i chcieli się dowiedzieć od niego jak najwięcej. Kiedy w końcu udało nam się przebić przez mały tłum i usiąść w jego pokoju, powiedziałem:
- Witam cię w naszych skromnych progach. Łazienkę masz w pokoju, ale są też wspólne rozmieszczone w różnych częściach budynku. Zasada numer 1: Wszystkie części budynku zostawiaj w jak najlepszym porządku, tak żeby było aż miło wejść. Do twojego pokoju nikt nie będzie się przyczepiał. Ogólne sprzątanie pokoi urządzamy w piątki popołudniu, ponieważ soboty są wolne i do twojego wykorzystania.
Zasada numer 2: Nie wolno ci opuszczać budynku, chyba, że za pozwoleniem, które tak między nami bardzo łatwo dostać. Wystarczy, że wpiszesz się do listy przy sekretarce i będziesz się pilnował ustalonej przez siebie godziny. Jak chcesz gdzieś wyjść i masz zamiar wrócić po 23 to musisz to uzgodnić z moim ojcem.
Zasada numer 3: Pamiętaj, że każda osoba tutaj jest twoją rodziną i nie liczą się więzy krwi. – Uśmiechnąłem się. – Twój dzień będzie wyglądać tak, rano wstajesz i idziesz do stołówki na śniadanie, później wychodzisz na zewnątrz tam czekam ja i jedziemy razem do szkoły. Kiedy wracamy idziesz na obiad, albo jak chcesz. Tylko radzę ci poinformować kucharkę, bo ona strasznie nie lubi jak coś się marnuje. Później masz czas z grupą i opiekunem. – Tu wskazałem na siebie. – A potem od kolacji masz czas wolny, żeby spotkać się z rodzeństwem. Ogółem możesz chodzić po budynku do woli. Podczas posiłków też możesz się spotykać z rodziną, ponieważ wszyscy jemy razem, ale to już widziałeś. A jak chcesz gdzieś wyjść po szkole i zrezygnować z grupowych zajęć to zgłaszasz to do opiekuna grupy, albo do sekretarki. Coś jeszcze? Masz już podstawowe wyposażenie w łazience, ale jak czegoś potrzebujesz to przy drzwiach w sali głównej masz listę życzeń. Jak masz prywatne życzenie mówisz to opiekunowi grupy, a on to przekazuje dalej. Uff to już chyba wszystko. A i nie rób sobie żartów z tą listą. Milion dolarów i wszystkie panienki na świecie nie wchodzą w grę. – Zaśmialiśmy się. – Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- A jak moją rozplanowany dzień moje rodzeństwo?
- Bardzo podobnie, poza wychodzeniem. Czym straszy tym ta wolność większa. A i twoje siostry będą chodzić do szkoły u nas. Mamy tu klasę przedszkolną, 1-3 i 4-6 dalej już idą do państwowej. Moja mama i mój brat mają wykształcenie na nauczyciela plus mamy jeszcze dodatkową panią od języków.
- Powiedziałeś mi jeszcze, że będziesz czekać przed wejściem? Czyli to znaczy, że nie mieszkacie tutaj?
- Nie wolno nam. Prawo zabrania, ale mieszkamy, naprzeciwko, więc jakby coś się działo to jesteśmy pod ręką. Poza tym na noc mamy strażnika, który siedzi zawsze tam gdzie sekretarka. Coś jeszcze?
- Nie sądzę.
- Jak będziesz mieć więcej pytań, pytaj ludzi. Pod moją nieobecność słuchacie się Mineseok’a. Poznasz go później. Tak w ogóle to on jest starszy ode mnie, wiesz jak głupio mi czasami mówić, że jestem opiekunem grupy? Nie wyobrażasz sobie. Albo zapytaj kogokolwiek innego oni ci pomogą. Na początku będzie trudno, ale przyzwyczaisz się. – Nagle poczułem rękę na swoich ustach. Zdziwiłem, a później odsunąłem. – Co?
- Na 3 słowa, jakie ja powiedziałem, ty powiedziałeś 10. – Znów podrapałem się po karku, zauważyłem, że ten gest zmiękcza sporo osób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz