piątek, 4 września 2015

Dom Dziecka część 3 (Hanhun)


Minął miesiąc, od kiedy Luhan z rodzeństwem przeprowadził się. Myślałem, że ta przeprowadzka, cokolwiek zmieni w jego zachowaniu w szkole, ale on robił się coraz bardziej zamknięty w sobie, coraz mniej mówił i stawał się coraz bardziej nieobecny. Najgorzej było jak wracaliśmy z Jongin’em i Kyungsoo, którzy nie wstydzili się swojej miłości i bez problemów trzymali się za ręce, czasem całowali. Patrzyłem wtedy na Luhan’a z każdym takim powrotem, później coraz mniej mówił. Niestety tylko w stosunku do mnie. W domu bardzo dobrze dogadywał się z osobami z grupy i nie było z tym jakiś większych problemów. Od razu polubił się z Minseok’iem i to z nim najczęściej rozmawiał. Muszę się przyznać, że robiłem się wtedy lekko zazdrosny. To końcu podobnież mnie miał Luhan kochać.To też moja wina. Wiem o wszystkim, a jednak nic nie zrobiłem. Nie miałem odwagi. Chciałem coś powiedzieć cokolwiek, żeby, chociaż zrobił krok naprzód, ale nie miałem odwagi. Boje się, że jak zacznie się coraz bardziej do mnie zbiliżać to pozna tą dość czarną część mnie. Tą, która straciła wiarę w ludzi, a kiedyś powtarzałem to Tao jak mantrę. Nie sądzę, żebym dał radę teraz tak powiedzieć. Za dużo złego się wydarzyło, za bardzo ludzie złamali moje zaufanie.
Pewnego dnia, kiedy wracałem ze szkoły sam, ponieważ miałem jeszcze dodatkowe zajęcia, natknąłem się na znajomą postać. W zasadzie to on czekał tam na mnie. Opierał się o płot koło domu. Miał na sobie czarne dżinsy lekko podarte na udach i jasno niebieską bluzę. Kiedy do niego podszedłem, przywitał się ze mną ciepło.
- Cześć, hyung! – Tak dawno nikt tak do mnie nie mówił. – Powiedzieli mi w środku, że za nie długo wracasz, więc postanowiłem, że poczekam na zewnątrz. – Ramiona mi opadły. Tao mówił z taką lekkością i spokojem. Przyciągnąłem go do siebie i przytuliłem. Odwzajemnił uścisk i powiedział:
- Tak, ja też tęskniłem, hyung. – Odsunąłem się i uśmiechnąłem.
- Opowiadaj, co u ciebie – poprosiłem. Pociągnąłem go na najbliższą ławkę, a tam Tao zaczął opowiadać, jak to z mamą przesiedział 2 dni po cichu. W końcu uznał, że posłucha jej wyjaśnień. Podobnież nie spali wtedy 2 noce z rzędu, bo ona mu wszystko opowiadała. Wszystko. Od kiedy się urodziła, aż do teraz. Jak powiedział Tao przez cały czas płakała i go przepraszała. Powiedziała mu też, że przez bardzo długi czas nie mogła się pozbierać po jego starcie. Wtedy postanowiła, że znajdzie dobrze płatną pracę, mieszkanie i przygotuje wszystko na powrót syna. Kiedy jej się udało, czekała prawie cały rok na rozprawę w sądzie. Wiedziała, że Tao jej tak szybko nie wybaczy, dlatego bardzo się starała. Jak to stwierdził, próbuje nadrobić ich stracony czas. Pod koniec powiedział coś takiego:
- Wiesz, co hyung? Ludzie to jednak dziwne stworzenia, najpierw ranią i nienawidzą, a później oczekują, że inny człowiek im wybaczy. I wiesz, co jest najdziwniejsze, ten człowiek im wybacza. W pewnym momencie zapominasz, co się działo w przyszłości i po prostu idziesz naprzód. Ale jesteś silniejszy i myślisz, że wszystko możesz. Moja mama się zmieniła, nawet mi powiedziała, że na te wakacje wrócimy do Chin, żebym zobaczył miejsce, w którym się urodziłem, żebym spotkał się z dziadkami. I czy ja jej uwierzyłem? Pewnie, że tak. Nie wiem, czy tak będzie do końca, ale mam wielką nadzieje. I wiesz, co ci jeszcze powiem? Nareszcie uwierzyłem w ludzi. Kiedyś mi o tym mówiłeś, ale uważałem to za głupie. No, bo jak można wierzyć w takie poczwary teraz już rozumiem. Ostatnia zasada tego domu wyryła mi się w pamięci: „Pamiętaj, że każda osoba jest twoją rodziną i nie liczą się więzy krwi.” Chyba za bardzo wziąłem to na poważnie, ale teraz, kiedy siedzę tutaj i patrzę na ten budynek czuje szczęście, takie samo jak wtedy, kiedy moja mama opowiadała jak się zmieniła. Czuje, że nie ważne, co się stanie tu zawsze będę miał rodzinę, która mi pomoże, prawda bracie? – Zwrócił się do mnie z uśmiechem, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć, więc po prostu kiwnąłem głową. Tao wyciągnął telefon z kieszeni i pokazał mi go. – To prezent od niej, żebym zawsze mógł być w kontakcie z moją rodziną, tak powiedziała, nie mówiła o sobie, tylko o rodzinie. Czy będziesz na tyle miły i zajmiesz pierwsze miejsce w moich kontaktach? – Bez słowa, wziąłem od niego telefon i wpisałem swój numer.
- A co z numerami innych członków twojej rodziny?
- Zapisałem je na kartce – odpowiedział i po chwili tajemniczo się uśmiechnął. - Nie martw się o mnie, hyung. Jestem teraz naprawdę szczęśliwy i ty też powinieneś być. W końcu masz tyle osób, które cię kochają.
- Co? – Zapytałem, a on mi tylko puścił oczko. Wstał z ławki, pocałował mnie w czubek głowy i nawet się nie żegnając poszedł. Zaraz, zaraz. Pocałował moją głowę? Pamiętam, kiedy ja tak robiłem, kiedy jeszcze byliśmy dziećmi i Tao płakał, to go wtedy uspokajało. Czyli, zaraz, czy ja płaczę? Dotknąłem szybko własnego policzka. Okazało się być zupełnie mokre. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem płakać. Otarłem twarz i oczy bluzą. Wstałem z ławki i spojrzałem w stronę, gdzie zniknął Tao. Teraz wszystko będzie inaczej. Ciekawy jestem, kto powiedział Tao o tym, że Luhan mnie lubi, albo sam się domyślił. Pokręciłem głową, pewnie powiedział mu Minseok, albo Tao mówił o samym sobie. Zatrzymałem na chwile wszystkie swoje myśli, ponieważ za dużo się ich już zrobiło. Postanowiłem jeszcze raz usiąść na ławce i wszystko sobie przemyśleć. Kto by pomyślał, że matka Tao, aż tak bardzo się zmieni? Niczym jak w jakiejś bajce. Ludzie się zmieniają. Czy to prawda? Czy można tak powiedzieć tylko ze względu na jeden przypadek? Westchnąłem głęboko. Nie wiem, czy myślenie to moja najlepsza strona. Ale w sumie, czemu przestałem wierzyć w ludzi? Przez to, co powiedział mi Luhan? Ta jedna historia sprawiła, że zmieniłem swój sposób myślenia o 180 stopni? Co ja czuje w stosunku do Luhana? O to jest pytanie. I nie wiem, czy znajdę na nie teraz odpowiedź. Podciągnąłem kolana pod brodę, rękami oplotłem nogi i patrzyłem się na niezwykle interesujący, kawałek trawy, która wyrosła spomiędzy betonowych płyt. Jakie było pytanie? A tak,co naprawdę czuje w stosunku do Luhana? Muszę to wiedzieć. To jest dziwne uczucie, tak jakby ciepło. Ale inne ciepło niż wtedy myślę o Tao. Niezidentyfikowane ciepło. Czyżbym się zakochał? Nie mówię nie. To jest bardzo możliwe, ale jest tylko jeden sposób by się o tym przekonać. Z nowym planem poszedłem do domu, tam dostałem zadanie posprzątania składziku. Skończyłem akurat na kolacje. W stołówce rozglądałem się za Luhanem, ale nigdzie nie mogłem go namierzyć. Skierowałem się do stolika, przy którym siedział mój ojciec z bratem.
- O Sehun! Dawno cię nie widziałem. Co porabiałeś? – Zapytał mój brat.
- Ha ha. Bardzo śmieszne. – Przewróciłem oczami, udając zirytowanego. Lubię się z nim sprzeczać, ale nie o to teraz chodzi.
- Tato wiesz, gdzie jest Luhan? – Zapytałem.
- Jak wrócił ze szkoły, poszedł do mnie z bratem i zapytał, czy może wyjść, nie widziałem problemu i się zgodziłem. Powiedział, że idą się przejść po sklepach, ale ja sądzę, że poszli do ojca. Wróci koło 9. – Tata zakończył swoją wypowiedź, wkładając sobie makaron do ust. Westchnąłem i zacząłem w spokoju jeść moją kolacje. Pogadam z nim jak wróci. Dobrze, że jutro sobota. Będę mieć więcej czasu po kolacji. Kiedy skończyłem jeść poszedłem do okienka, w którym stał Kris w niebieskim fartuszku i odbierał brudne naczynia.
- Czyli dzisiaj wypadło na ciebie? – Kris tylko westchnął.
- Ciekawe, czemu ty tego nigdy nie robisz?
- Ja mam swoje sposoby. – Uśmiechnąłem się i już chciałem iść, ale Kris mnie zatrzymał.
- Rozmawiałeś dzisiaj z Lulu w szkole? – Zaprzeczyłem głową. – Jak wychodził wydawał się być jakiś nieobecny. – Kris zakończył i nie czekając na moją odpowiedź poszedł, gdzieś w głąb kuchni. Czyli jednak ojciec się nie mylił Luhan poszedł zobaczyć się z ojcem. Westchnąłem i zacząłem iść po schodach na górne piętro. Skręciłem w prawo i wszedłem do jednego z pomieszczeń. Poza drabiną na górę nic tu nie było. Wszedłem po niej i otwierając klapę wyszedłem na dach. Ta część nie jest widoczna z ulicy, do tego jak usiądę w dobrym miejscu to będę z dołu zakryty przez to wielkie drzewo. Poszedłem tam i się położyłem, patrząc na chmury. Niektóre wielkie, inne mniejsze. Delikatnie leciały dalej. Nagle poczułem się bardzo błogo i po prostu zasnąłem.
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek 21: 26, czyli Luhan już wrócił. Spojrzałem się jeszcze szybko na gwiazdy i wróciłem do środka. Poszedłem prosto do pokoju Luhana. Zapukałem, otworzył mi. Miał na sobie duży biały T-shirt i zwykłe dresy. Wpuścił mnie do środka, a ja jak zwykle usiadłem na łóżku. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i stwierdziłem, że nieźle się już zaaklimatyzował. Usiadł obok mnie i westchnął.
- Pewnie chcesz wiedzieć, gdzie byłem. Tak, poszedłem się spotkać z ojcem, ale kiedy stanęliśmy z bratem przed drzwiami i już podnosiłem rękę, żeby zapukać, stchórzyłem znowu. Uciekłem i usiadłem na ławce przed blokiem. Mój brat w tym czasie wszedł do domu i pogadał sobie z tatą. Ten mu powiedział, że naprawdę cicho się zrobiło bez nas i że on już nawet nie wie, co robić. Podobnież posprzątał dom, powywalał wszystkie butelki i śmieci. Woo po prostu zabrał parę rzeczy zamienił kilka słów z tatą i wyszedł. Zastanawiam się, po kim on ma taką odwagę. Raczej po mamie. Tak, więc przesiedziałem całe spotkanie na ławce przed blokiem, a co tam u ciebie? Przed wyjściem gadałem trochę z Tao. – Luhan delikatnie się uśmiechnął, a ja nie mogłem już nic więcej zrobić. Jak postanowiłem, nich się stanie. Pochyliłem się i przyłożyłem moje usta do jego. Znieruchomiał, jak i ja. Odsunąłem się od niego i po prostu wyszedłem. Szybko poszedłem na dach i usiadłem w moim ulubionym miejscu. Spojrzałem się w gwiazdy i dopiero wtedy doszło do mnie, jaką głupotę zrobiłem. Sięgnąłem po puszkę, która stała obok. Z kieszeni wyciągnąłem paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapaliłem pierwszego papierosa z nowej paczki. Nigdy nie paliłem za dużo. Palę tylko wtedy, gdy coś się wydarzy, ponieważ nie lubię tego smaku. Położyłem paczkę i zapalniczkę obok. Strzepnąłem do puszki i spojrzałem na gwiazdy. Niebo lśniło, jeszcze do tego była pełnia. Spojrzałem na tarczę księżyca i pociągnąłem. Wtedy usłyszałem otwierającą się klapę. Nie musiałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto to. On tylko usiadł koło mnie wyciągnął z paczki papierosa i również zapalił. Pociągnął i zaczął kaszleć. Kiedy skończył powiedział:
- Widać, że nie pale - zaśmiał się delikatnie, ale szybko spoważniał i zapytał -Kiedy się dowiedziałeś?
- Co?
- Od kiedy wiesz, że mi się podobasz? – Zapytał wprost.
- Chen mi powiedział, przed naszą rozmową w parku. – Luhan zaśmiał się lekko.
- To dość długo. Nie sądziłem, że się z nim spotkałeś tamtego dnia.
- Wpadliśmy na siebie zupełnie przez przypadek. Akurat wysiadałem na tym samym przystanku, co on wsiadał. – Nie odpowiedział. W końcu, kiedy skończyłem papierosa i sięgałem po nowego, powiedział:
- Wiem, czemu mnie pocałowałeś. Próbowałeś się przekonać, czy coś do mnie czujesz. I teraz pytanie uciekłeś, bo bałeś się tego, co poczułeś? – Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. – Spokojnie rozmawiasz teraz z największym tchórzem na Ziemi. Rozumiem strach. A może poczułeś, że to jednak nie to i uciekłeś, ponieważ bałeś się mojej reakcji? – Mówił dalej. – Tak, naprawdę nie wiem, kiedy się w tobie zakochałem. Może to było wtedy, kiedy okazało się, że jesteśmy razem w liceum? Albo to było, kiedy jako jedyny wyciągnąłeś dłoń, żeby mi pomóc.  Pewnie nawet nie pamiętasz, kiedy to było. Ja się po prostu przewróciłem, to trwało tylko sekundy, ale ty, jako pierwszy pomogłeś mi wstać. Założę się, że wtedy to było po prostu zauroczenie. Rany, brzmię jak jakaś baba. – Zaśmiał się z samego siebie. -  No, ale wszystko się zmieniło, kiedy dostaliśmy to pismo. Wtedy jedynie ty wydawałeś mi się ratunkiem. To chyba wtedy w końcu to do mnie dotarło. Wcześniej próbowałem to odsuwać, myślałem, że to tylko jakieś dziwne coś. Teraz twoja kolej. – Powiedział patrząc się w niebo. Widziałem jak w jego oku obijają się gwiazdy. Teraz ja spojrzałem w niebo. Odetchnąłem głęboko.
- Jestem osobą, która nigdy nie była zakochana, więc nie wiedziałem, jakie to uczucie. Kiedy się dowiedziałem miałem w głowie jedną myśl. Ty mnie tak naprawdę nie znasz, więc postanowiłem poczekać. Zwróciłem uwagę na twój wzrok przy Jongin’ie i Kyungsoo. Byłeś tak cholernie zły i smutny.  Ale dalej czekałem. Nagle wszystko zepsuł Tao z tym swoim „. Jestem teraz naprawdę szczęśliwy i ty też powinieneś być. W końcu masz tyle osób, które cię kochają.” Pomieszał mi kompletnie w głowie. Nie wiedziałem, co myśleć i wtedy postanowiłem się dowiedzieć. Wiec wymyśliłem plan z pocałunkiem. Chciałem się dowiedzieć, co czuje. – Przerwałem.
- Co czujesz? – Zapytał, zachęcają mnie do dalszego mówienia.
- Ciepło. Myślałem, że poczuje coś więcej, że poczuje coś, co mi powie, co mam dalej robić, a tu nic. – Luhan zaśmiał się, spojrzałem się na jego twarz, oświetloną przez księżyc. Wcześniej nie zauważyłem, jaki ma prosty nos, czy świecące oczy.
- Niech zgadnę, teraz patrzysz na mnie i zauważasz więcej niż dotychczas? – Zamurowało mnie. Czy on czyta mi w myślach, czy jak? – Nie czytam ci w myślach, jeżeli ci o to chodzi, po prostu wiem to z własnego doświadczenia. – Zaraz, czy on właśnie próbuje mi powiedzieć, że się w nim zakochałem? Wplotłem palce we własne włosy, nie mogą w nic uwierzyć. – Nawet nie wiesz, jaki jestem teraz szczęśliwy. Nie wiedziałem, co myśleć, kiedy uciekłeś. Czy cię to obrzydziło, czy może nie chciałeś mnie ranić? Przez myśli przechodziło mi wszystko, co złe i straszne. Ale cieszę się, że myślisz o mnie w ten sposób. – Odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Jeszcze nigdy nie widziałem u niego takiego uśmiechu. Położyłem rękę na jego głowie i go pocałowałem. Tym razem od razu, zaczęliśmy się namiętniej całować. To jest niesamowite. Nawet ja nie wiedziałem, że go kocham, ale on wiedział. Tak naprawdę nie musiałem nic mówić. Kiedy się od siebie oderwaliśmy spojrzałem w jego oczy. Były szczęśliwe, ja też byłem szczęśliwy. Złapałem jego rękę i splotłem nasze palce. 
- Nie wiedziałem, że potrafisz aż tyle mówić - powiedziałem zadziornie, a on pochylił się i bardzo delikatnie ugryzł moją wargę.
- Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz. - Uśmiechnął się tajemniczo i cmoknął mnie w nos. Nie odsunął się, więc wplotłem palce w jego włosy i namiętnie pocałowałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz